Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Tajemnica urwisów z Parkowej – Agnieszka Galewska

21 marca 2019

Tajemnica urwisów z Parkowej – Agnieszka Galewska
Warszawska Firma Wydawnicza , 2011 , 98 stron
Literatura polska

Tę książeczkę będę darzyła ogromnym sentymentem!
Jest niewielka, bo liczy sobie zaledwie 98 stron, ale dla mnie to wielka bohaterka spotkania z pisarką, które zorganizowałam dla mojej zaprzyjaźnionej młodzieży. To nieważne, że jej fabuła mogła być dla niej zbyt infantylna. Moi nastolatkowie mają od 16 do 19 lat, a bohater powieści to zaledwie dziewięcioletni Romek Dzięcioł. Chłopiec, który, po przeprowadzce z centrum miasteczka na jego obrzeża, zamieszkuje przy ulicy Parkowej. Poznaje rówieśników z nowej okolicy i zakłada tajne stowarzyszenie tylko dla chłopców, którego nazwa mówi wszystko – Tajemnica urwisów z Parkowej. Jej członkowie składają taką przysięgę:

Już sama treść sugeruje przygodowo-humorystyczny charakter fabuły. I dokładnie taki on jest. Chłopcy broją, przeżywają, wymyślają i organizują szalone zabawy, złośliwe psikusy, trochę niebezpieczne wybryki i odważne pomysły, których ofiarą padają głównie dziewczyny. Największy wróg chłopców w tym wieku, który potrafi tylko trajkotać, piszczeć i bawić się lalkami. Wojna chłopięco-dziewczęca to główny wątek opowiadanych przygód z lat 80. ubiegłego wieku. Słowa: Pewex, mały Fiat, Polonez, milicjant oraz rzadko występujące współcześnie imiona dzieci, utwierdzały mnie w tym przekonaniu. Autorka, mimo że książkę wydała współcześnie, chciała przypomnieć sobie swoje dzieciństwo, pokazać je swoim dzieciom oraz dzieciom, które uczy, ponieważ jest polonistką w szkole podstawowej. Również wszystkim innym małym czytelnikom, ciekawym dzieciństwa rówieśników sprzed kilku dekad. Jak bardzo dziewczynki i chłopcy byli kreatywni, pomysłowi i jak często wspólnie spędzali czas poza domem. Przy okazji ukazała silne więzi rodzinne i bliskie relacje z dziadkami i rodzicami, których często prosili o pomoc w organizacji zabaw lub pomagali im w pracach domowych. Nie odczułam braku telefonów, komputerów i Internetu. Tę sferę w zupełności wypełniały wydarzenia, które były skutkiem zwariowanych pomysłów i których konsekwencje mali bohaterowie musieli ponosić. Czułam atmosferę tamtych lat, w których przygoda czaiła się za rogiem domu, na łące, w parku czy nad rzeką. Nie bez znaczenia było również miejsce akcji – ulice i podwórka naszego miasteczka.
Ale nie tylko z tych powodów wybrałam tę książkę na bohaterkę spotkania.
Dla mnie równie ważna, jeśli nie najważniejsza, była autorka, która nie tylko wymyśliła urwisa Romka Dzięcioła, nie tylko przelała jego przygody na papier, ale jeszcze wydała je w postaci książki. Była dla mnie przykładem osoby odważnie stawiającej sobie cele i konsekwentnie, skutecznie je realizującej. Dla młodzieży z małego miasteczka taki przykład kreatywnej i przedsiębiorczej osoby to idealna motywacja do działania i żywy przykład spełniania marzeń. Mieli okazję realnie poznać osobę, która jest ich sąsiadką, pracującą, posiadającą rodzinę, a jednocześnie odważnie realizującą pomysły, które, w ich mniemaniu, są możliwe do spełniania tylko przez wybranych. Kompleks prowincji dotyka przynajmniej połowy zamieszkującej ją młodzieży. Wiem z doświadczenia, ile energii trzeba jej przekazać i ile konkretnych przykładów pokazać, by uwierzyła w swoją wartość i własne możliwości. Stąd pytań do autorki było dużo – a jak, a dlaczego, a skąd, a w jaki sposób i co czuje się, gdy zdobywa się ten życiowy Mount Everest? Otrzymali dużo pozytywnych, motywujących odpowiedzi oraz jedną radę – koniecznie marzyć i te marzenia powolutku spełniać. Da się! A ona jest tego najlepszym przykładem, który nie spoczywa na laurach! Ma w planach kolejną, już zaczętą powieść. Tym razem dla dorosłych, ponieważ jej bohaterką uczyniła kobietę. Tyle zdradziła nam autorka.

Po reakcji młodzieży wiedziałam, że przynajmniej trochę skruszyłam ten mur niepewności, ukazując im kryjące się za nim możliwości podbijania świata. I nie mam tutaj na myśli tylko spektakularnych planów, jak napisanie książki czy wybranie się w podróż dookoła świata. Wystarczy, jeśli na początku odważy się na pierwszy krok – zabrać publicznie głos na spotkaniu. Dla osoby nieśmiałej to jest jej Mount Everest. Jestem z nich taka dumna, kiedy widzę, jak zdobywają te pagórki, wzgórki, górki, a potem wysokie góry świata. Taka niewielka książeczka, a jakie cuda potrafi zdziałać!
Najprzyjemniejsze w tym wszystkim jest to, że jestem świadkiem tych cudów.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Spotkania z pisarzami

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *