Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Sztuka uprawiania róż z kolcami – Margaret Dilloway

21 marca 2019

Sztuka uprawiania róż z kolcami – Margaret Dilloway
Przełożyła Anna Jędrzejczyk
Wydawnictwo M , 2012 , 440 stron
Literatura amerykańska

Tytuł tej książki od razu skojarzył mi się ze smutnymi słowami kończącymi piosenkę Mały książę śpiewaną przez Katarzynę Sobczyk:

W świecie , gdzie nikt nie kochał róż,
na zawsze ktoś pozostał sam.

Dokładnie tak, jak główna bohaterka – Gal. Bardzo wymagająca nauczycielka biologii w szkole, gdzieś w środkowej Kalifornii USA. Kobieta dopiero trzydziestosześcioletnia, ale zachowująca się, jak wiekowa osoba przekonana, że urodziła się już dorosła. Częściowo takie nastawienie wymusiła na niej przewlekła choroba nerek, traumatyczne doświadczenie nieudanego przeszczepu, życie pod ścisłym rygorem dializ i w ciągłym lęku oraz oczekiwaniu na kolejny przeszczep, a także podporządkowanie jego trybu surowym zasadom i normom człowieka racjonalnego, sceptycznego, krytycznego wobec siebie i innych, często uwidacznianego przez nią w takich zdaniach – Mówi się, że poczucie szczęścia jest dokładną odwrotnością inteligencji. Im człowiek głupszy, tym szczęśliwszy. Gal zawsze stawiała na inteligencję. Jej nieprzystępna, oschła osobowość z dominującym aspektem dorosłego, w której nie było marginesu dla działań spontanicznych, nieprzewidywalnych, niezaplanowanych, a tym bardziej szalonych, nie zjednywała jej osób przychylnie do niej nastawionych, używając języka dyplomacji.
Wręcz przeciwnie.
Zrażała do siebie wszystkich, z którymi miała kontakt, czy to w miejscu zamieszkania, czy w pracy, a tych którzy byli przy niej, jak jej przyjaciółka Dara, raniła, wystawiając ich cierpliwość na ciągłe próby wytrzymałości i testy tolerancji. Gal przypominała suchy, uśpiony krzew różany o nikomu nieznanym kolorze płatków i zapachu, za to z mnóstwem bardzo ostrych kolców.
I właściwie, jeśli jej to samej nie przeszkadzało, bo nie miała świadomości własnej, ukrytej urody wewnętrznej, to można byłoby powiedzieć, że to wina otaczających ją ludzi. Ich lenistwa w staraniu się ujrzenia jej wnętrza. Niechęci do dopatrywania się w niej piękna. Uporczywe widzenie tylko kolców. Sama dałam się złapać w tę pułapkę logiki myślenia Gal. Całkowicie przekonała mnie do spojrzenia na człowieka, że uroda nie powinna być czynnikiem decydującym o chęci poznawania innych. I nie jej to wina, że żyje w świecie, gdzie nikt nie kocha róż. Jego strata! Zostanie sama na zawsze!
I w tym momencie zaczęło mi coś nie pasować.
Sytuacja przypominała trochę zbuntowane dziecko, które na złość rodzicom odmrozi sobie uszy, nie nosząc czapki. Wówczas przypomniałam sobie o teorii atrybucji, o której Gal mogła nie wiedzieć, a o której ja w jej cynicznym towarzystwie zupełnie zapomniałam. Przecież psychika człowieka jest tak skonstruowana, że jakbyśmy się nie odcinali od wyglądu fizycznego, to właśnie on decyduje w pierwszych kilkunastu sekundach o pozytywnym lub negatywnym nastawieniu do właśnie ujrzanej osoby, o naszym zainteresowaniu się nią lub nie, do chęci kontynuowania znajomości. To ten kwiat w rozkwicie, a nie kolce, przyciąga do nas innych, by dać dopiero szansę ukazania się potem w pełnej odsłonie naszej osobowości. Gal takiej szansy nie dawała nikomu. Twierdziła niezmiennie, stukając się w skroń – Wszystko czego potrzebuję, jest tutaj. (…) Nie na zewnątrz.
Do czasu.
Nie ona jedna natury nie zdołała przechytrzyć rozumem. W jej życiu pojawiła się bowiem piętnastoletnia siostrzenica Riley, wprowadzająca w jej uporządkowane życie, totalne zamieszanie. Zwłaszcza w sferze emocjonalnej. Poglądy dziewczyny, manifestowane wyrażaniem osobowości w zachowaniu i ubiorze oraz nowa sytuacja w relacjach dziecko-opiekun stały się przyczyną przemiany Gal. Po wpływem nastolatki kobieta zaczęła postrzegać siebie, swoje kontakty z innymi, przyjaźń z Darą, a zwłaszcza relacje z własną siostrą, przez zupełnie inny, nowy pryzmat. W efekcie główna bohaterka, wykorzystując powieściową metaforę, wyszła z uśpienia, rozkwitła, jak suchy krzew różany po długiej zimie. Na efekty w życiu osobistym i zawodowym jej nowej osobowości nie czekałam długo.
To optymistyczna opowieść, która wprowadza przeciwstawny pogląd zawarty w przytoczonych na początku słowach piosenki. Dedykowana zwłaszcza tym czytelnikom, którzy żyją emocjonalnie uśpieni w poukładanym świecie rządzonym przez rozum, oddając się z pasją hobby, lokując w nim wszystkie swoje uczucia tak, jak Gal w uprawę róż, twierdząc – róże są dla mnie freudowskim substytutem życia miłosnego. Nie bez powodu to właśnie róże zostały wybrane przez autorkę do budowania metafory osobowości człowieka. Zestawienie ich uprawy, pielęgnacji, tworzenia kolejnych odmian i w efekcie uzyskanie nowego gatunku z niepowtarzalnym kwiatem o urzekającym zapachu, miało stworzyć wzajemne, symboliczne odniesienia do człowieczej osobowości, by dobrze zrozumieć kruchość, delikatność, nieprzewidywalność i czasochłonność zachodzących zmian w psychice ludzkiej, tak podobnej do uprawy róży.
Ale Gal nie była jedyną osobą, która zmieniła się w tej powieści. Była jeszcze jej siostra, siostrzenica i wiele innych osób.
Byłam i ja.
Czytelniczka, która odrzuciła pesymistyczne słowa piosenki i zrozumiała motto Alphonse’a Karra, wprowadzające do tej powieści:

Niektórzy ciągle narzekają na róże, że mają kolce.
Ja jestem wdzięczny za to, że kolce mają róże.

Idzie wiosna. Pokażmy, po tej długiej zimie (dosłownie i w przenośni) swoje kwiaty, ale też nie okaleczajmy się, usuwając kolce. Bądźmy zwłaszcza my, kobiety, jak prawdziwe, naturalne róże, które mają zarówno kwiaty, jak i kolce. Dokładnie w takiej kolejności.
Nigdy odwrotnie!

Poza słowami piosenki, zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

 

Sztuka uprawiania róż z kolcami [Margaret Dilloway]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

 A tutaj piosenka, z którą polemizuje powieść.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść społeczno-obyczajowa

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *