Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Święty Psychol – Johan Theorin

21 marca 2019

Święty Psychol – Johan Theorin
Przełożyła Barbara Matusiak
Wydawnictwo Czarne , 2013 , 436 stron
Seria Ze Strachem
Literatura szwedzka

Smugą krwi tego autora byłam zachwycona!
Nie tyle intrygą kryminalną, ile atmosferą z pogranicza jawy i niemalże urzeczywistnianych legend i mitów, krążących nad miejscem akcji. A ponieważ zachwyty innych czytelników nad jego wcześniej wydanymi tytułami pokrywały się z moim, oczekiwałam kolejnej, dobrej opowieści. Takiej topiącej mnie w atmosferze niepewności i nieokreślonego lęku. Ale to, co zafundował mi tym razem autor nie tylko potwierdziło mistrzostwo jego pióra, ale i pokazało, że potrafi z każdej okoliczności, nawet bardzo prozaicznej, zbudować nastrój i zabrać w nieznane. Porwać w relatywną rzeczywistość, która mogłaby się zdarzyć każdemu, a przez to bardzo prawdopodobną.
Wystarczy być dzieckiem z okaleczonym dzieciństwem.
Wtedy czasami trafia się jako nastolatek albo dorosły do zakładu psychiatrycznego lub do przedszkola dla dzieci jego pacjentów. W obu przypadkach to wydarzenie pozostawia w psychice nieusuwalny ślad. Traumatyczne piętno. Do takiego właśnie miejsca trafił główny bohater tej historii, Jan Hauger. Miał podjąć pracę w przedszkolu jako wychowawca przy Regionalnej Klinice Sądowo-Psychiatrycznej Świętej Patrycji niedaleko Göteborga. Przez miejscowych i pracowników zakładu zwanej Świętym Psycholem. Ale Jan, ku mojemu zadowoleniu, nie miał mieć nic wspólnego ze szpitalem. No, może czasami tylko odprowadzać dzieci w odwiedziny do krewnych, będących pacjentami, specjalnym łącznikiem poprowadzonym między budynkami. Brzmiało to bardzo uspokajająco i niewinnie tak, jak tylko może kojarzyć się pojęcie przedszkola i bawiących się w nim dzieci. Nawet nie przypuszczałam, że ten niepozorny łącznik, to dopiero początek czyhających na mnie niebezpiecznych wydarzeń. Skradających się cichutko razem z ciekawskim Janem penetrującym labirynty piwnic, korytarzy i wind obu budynków w sobie tylko znanym celu. Początkowo nie wiedziałam, co o nim myśleć, do jakiej kategorii bohaterów zaliczyć – dobrych czy złych? Spekulacje, domysły, zmieniające się wyobrażenia nie pozwalały mi na jednoznaczne określenie osobowości nie tylko Jana, ale i pozostałych bohaterów – współpracowników, sąsiadów i samych pacjentów. Nowe fakty i pojawiające się wątki wcale nie rozwiązywały problemów i mnożących się tajemnic. Wręcz przeciwnie. Budowały narastające napięcie, komplikowały i tak już zagmatwaną sytuację, podnosząc niezmiennie poziom adrenaliny i mojej uwagi.
Do granic możliwości!
Do niemożności opuszczenia opowieści w jakimkolwiek jej punkcie. Najgorsze było to (czytaj – najlepsze!), że nic nie mogłam ustalić z poczuciem pewności, stworzyć wybiegający naprzód scenariusz wydarzeń, przewidzieć następny ruch bohaterów, tak samo zaskoczonych rozwojem wydarzeń, jak ja. Mogłam tylko patrzeć i obserwować bieg akcji przyspieszającej w miarę zbliżania się do zaskakującego finału. Dostałam od autora wyraźną sugestię – czytaj i bój się.
I bałam się!
Początkowo Świętego Psychola robiącego ponure wrażenie samym wyglądem, potem głównego bohatera, w którego naprzemiennie wątpiłam i ufałam po kilka razy, by zacząć się bać mieszkańców samego miasteczka, którzy tak naprawdę nie różnili się od tych przebywających za murami szpitala. Każdy skrywał jakąś tajemnicę, mającą wpływ na ich postępowanie, losy i nawet życie innych ludzi, a ostatecznie na fascynującą fabułę, wzrastające tempo akcji i zaskakujący ciąg wydarzeń. Autor z premedytacją doprowadził mnie do przerażenia i zrobił to w wiarygodny sposób, wykorzystując realia życia – opowiadane dygresyjnie tajemnice z przeszłości bohaterów, niejednoznaczność i zmienność ich postaw, dwa typy narracji – zdystansowanej zewnętrznej i zaangażowanej pierwszoosobowej oraz atmosferę permanentnej niepewności, niezdrowej ciekawości oraz budzącej lęk miejscem akcji i jego nieprzewidywalnych mieszkańców, którego odpowiedniki istnieją realnie, jak choćby Dom Freddiego Kruegera. Ale klimat innego świata tego świetnego thrillera psychologicznego, to nie jedyny atut tej powieści. Najcenniejszym, co pozostało mi po tej przygodzie, to refleksja, którą przekazał mi autor. Ważne społecznie zagadnienie zmuszające do pochylenia się nad nim i zastanowienia się nad wpływem jakości dzieciństwa na życie dorosłe. Każdy z bohaterów był konkretną, żywą ilustracją różnych scenariuszy pokręconych losów, sięgających korzeniami do czasów patologicznego dzieciństwa. Najbardziej przerażającym jest fakt, że tacy ludzie funkcjonują w mojej rzeczywistości, a ja jestem jedną z jej bohaterek, w której gram swoją rolę. I jeśli nawet nie jestem z tych, posiadających jakąkolwiek bolesną tajemnicę z dzieciństwa, która miałaby wpływ na moje zachowanie, to zawsze mogę stać się ofiarą tych posiadających takie.
Mój lęk nie skończył się wraz z zamknięciem książki. On się dopiero tak naprawdę zaczął. Autor pomógł mi tylko zdobyć świadomość istnienia problemu i ujrzeć rzeczywistość przez jego pryzmat.
Powieści tego autora strach czytać, ale też i żal ich nie czytać.

Swoje wrażenia spisałam dla portalu Zbrodnia w Bibliotece.

Święty Psychol [Johan Theorin]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Kryminał sensacja thriller

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *