Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Świadek – Ilja Mitrofanow

21 marca 2019

Świadek – Ilja Mitrofanow
Przełożył Aleksander Horodecki
Wydawnictwo Claroscuro , 2011 , 158 stron
Seria Ścieżki Życia
Literatura rosyjska

Besarabia.
Nazwa krainy jak z Baśni tysiąca i jednej nocy. I po części taka jest, a właściwie była, bo nie ma jej już na żadnej mapie geopolitycznej świata. Jej dawne granice nakładają się na tereny obecnej Mołdawii i Ukrainy, a co sprawdziłam w Wikipedii.

 

 

Jej piękno zachowało się tylko na mapie mentalnej kiedyś mieszkających tam ludzi, tworzących swoistą mieszankę tradycji, kultur, języków i narodowości: bułgarskiej, rumuńskiej, rosyjskiej, mołdawskiej, ukraińskiej i żydowskiej. Naród besarabski, uparty i wredny, ale żyjący, pracujący i współistniejący w pokojowej harmonii dostrajania się do każdej duszy po omacku.
Tak jak wspominał to Fiodor Pietrowicz Pokora.
Fryzjer w Kotłowinie nad Dunajem, miejscowości położonej niedaleko Izmaiłu. Jeden ze świadków końca Besarabii i początków budowania nowego, socjalistycznego porządku i świetlanej przyszłości wraz z wielkim narodem radzieckim. A kiedy Fiodor otworzył usta i zaczął opowiadać tym swoim rosyjskim zaśpiewam, z mnóstwem gwarowych słów, naleciałości z języka rumuńskiego, wtrącanych całych zdań z innych języków, z humorem ujawniającym mądrość zwykłego, prostego człowieka w przewrotnej logice podpieranej powiedzeniami i przysłowiami, zwolniłam czytanie. Smakowałam powoli każde zdanie, opisujące gwarne życie w miasteczku, ruch kupców na ulicy, chłopów z darami natury przywożonymi na handel w dzień targowy, ruch w zakładzie fryzjerskim i dzień, w którym zaczął się socjalizm o twarzy lejtnanta w sapogach i gimnastiorce. Wiekiem – smarkacz. Za to mundurem – naczalnik, jak określił go Fiodor Pietrowicz.
Początkowo śmiałam się z nowych, nielogicznych zasad wywracających do góry nogami dotychczasowy porządek ustanowiony z dziada pradziada, a opisywanych i analizowanych z przymrużeniem oka przez mojego Fiodora. Z jałowej walki słusznej ideologii komunistycznej z mentalnością i tradycją miejscowej ludności, może niegramotnej, ale swój rozum mającej. Jednak obraz kreślony przez opowiadającego zaczął powoli nabierać cech karykatury dawnego życia. Groteski przeszłej, zniszczonej rzeczywistości i sztucznie stworzonej farsy, w której przyszło mu żyć.
Egzystencji na granicy wegetacji.
Nie wiem kiedy przestałam się śmiać. Fiodor długo mnie mamił żartem, odwracał uwagę przysłowiem, bagatelizował niepokojące sygnały narastającej grozy beznadziejnego położenia besarabskiego społeczeństwa, zanim przypomniałam sobie o okresie wielkiego głodu w Rosji, o którym tak niedawno czytałam w Wyspie Kanibali Nicolasa Wertha, a który w latach 40. dotknął również Besarabię. Może zauważyłam to dopiero kiedy poczuł się słabo, a w uszach odezwały się dzwony? A może kiedy, jak zwykle w żartach, stwierdził – na dietę przeszedłem: wody dunajskiej skosztuję, wodą popiję? A może kiedy pojawiło się pierwsze, publiczne, natarczywe wołanie w różnych językach o chleb, chlib, pyne, chliab besarabskiego narodu na placu przed głównym gmachem władzy Rad? A może wtedy, gdy opowiedział mi o byciu świadkiem skrajnego zachowania ludzi ogarniętego szałem głodu? O wydarzeniach, o których nie wolno było mówić jeszcze wiele lat po tym, co się wydarzyło w Kotłowinie. I o ludziach rozstrzelanych przez władze sowieckie za zdziczenie, zezwierzęcenie, a co Fiodor podsumował myślą, że władza najprostszej rzeczy nie rozumiała – głodnego sytym jutrem nie nakarmisz…
Mój bohater dożył czasów rozpadu ZSRR będąc znowu i tego wydarzenia świadkiem, ale nowy świat już nie był takim, jakim pamiętał go sprzed socjalizmu. I Besarabii też już nie było, mimo, że znowu był u siebie, znowu był gospodarzem we własnym, kotłowińskim zakładzie fryzjerskim.
Pozostały po nim wspomnienia.

 

 

Te wspomnienia, których szata graficzna z licznymi śladami poniewierki, tak dobrze nawiązuje do czasów, o których chciał zapomnieć. To jedyne miejsce, w którym mógł zapisać to, z czym sercu ciężko było żyć, od czego posiwiał w jeden wieczór, a od czego dobra, ale niełaskawa pamięć nie chciała go uwolnić.

 

 

Niebieski zeszyt w linię, świadek świetności Besarabii, niszczących ją rządów Stalina i okrutnych czasów upodlenia ludzi.
I nawet jeśli to tylko książka udająca autentyczne zapiski w szkolnym zeszycie, a narrator jest postacią fikcyjną, to przekazane w niej fakty przez autora tej powieści, urodzonego w Besarabii już po wojnie, ale znającego ją z opowiadań członków rodziny, z rozmów z jej mieszkańcami popartych materiałami dokumentalnymi znalezionymi w moskiewskich bibliotekach, są już jak najbardziej prawdziwe.
I przerażające.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Wszystko

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *