Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Spójrz mi w oczy – Lisa Scottoline

21 marca 2019

Spójrz mi w oczy – Lisa Scottoline
Przełożyła Anna Kłosiewicz
Wydawnictwo Prószyński i S-ka , 2012 , 485 stron
Literatura amerykańska

Przyjrzałam się okładce, natychmiast wpadając w błękit dziecięcych oczu, naczytałam się informacji o czekającej mnie historii, umieszczonych na tylnej okładce i nastawiłam się na powieść psychologiczną. Tuż przed czytaniem, zastanawiałam się nawet, czy nie zaopatrzyć się w zapas chusteczek. Byłam przekonana, że poleją się łzy, a ja będę przeżywać niczym własne, moralne i emocjonalne problemy głównej bohaterki, Ellen i jej adoptowanego synka, Willa.
Ale czy na pewno Willa?
To pierwsze pytanie, jakie zadała sobie Ellen tuż po znalezieniu w swojej korespondencji ulotki amerykańskiego centrum poszukiwań zaginionych i uprowadzonych dzieci ze zdjęciem chłopca. Chciałam napisać, że obcego, ale nie mogę, bo był bliźniaczo podobny do Willa, właściwie fizycznie nim był, chociaż na imię miał Timothy. Początkowo Ellen nie przejęła się zaskakującą treścią kartki, ale dziennikarski instynkt zawodu, który wykonywała, nie pozwolił jej porzucić tej coraz bardziej nurtującej ją zagadki, na przekór mnożącej coraz więcej wątpliwości i pytań. Nie pomagało samouspokajanie się, że Will był legalnie adoptowanym dzieckiem, że oboje rodzice zrzekli się praw rodzicielskich, że nigdy nie pozna biologicznych rodziców, a sama sprawa została definitywnie zamknięta przez sąd. Zdesperowana Ellen podjęła decyzję wyjaśnienia nurtującego ja problemu.
Od tego momentu powieść przybrała charakter detektywistyczny z wątkiem kryminalnym, dziennikarka zamieniła się w śledczą, a ja przyspieszyłam czytanie, by razem z główną bohaterką odpowiedzieć sobie na jedno pytanie – czy Will to Timothy?
Nie było łatwo dociec prawdy.
Kolejni świadkowie lub osoby zaangażowane w adopcję ginęły w podejrzanych okolicznościach, obserwowani, potencjalni rodzice Willego albo Timothy’ego, prowadzili podwójne życie, a samo porwanie ich syna stawiało kolejne, coraz bardziej niewygodne pytania i jednocześnie przerażające odpowiedzi. Napięcie rosło jak w dobrym thrillerze, by opaść dopiero na ostatnich stronach książki. Z wdzięczności za ulgę jaką poczułam, wybaczyłam przesłodzone zakończenie.
To opowieść, która zadowoli dwie grupy czytelników – zwolenników powieści społecznych oraz fanów kryminałów i thrillerów, ponieważ łączy w sobie cechy tych gatunków literackich. Rolę detektywa przejęła w niej matka i jednocześnie dziennikarka, której zawodowy profesjonalizm pozwolił na umiejętne prowadzenie prywatnego dochodzenia, a racjonalizm w ocenie sytuacji brał górę nad szarpiącymi nią uczuciami. Wybrana tematyka powieści, jakim był problem oszustw adopcyjnych oraz więzi emocjonalne między matką a dzieckiem wystawione na ekstremalne próby ich zerwania, odnoszące się do uczuć większości kobiet, wystarczyła, żeby mnie zaciekawić i nie pozwolić na porzucenie historii bez poznania jej zakończenia. Wątki zabójstw wprowadziły atmosferę realizmu życiowego i jego prawdopodobieństwa przydarzenia się każdemu, a tym samym narastającego zagrożenia i mojego niepokoju o życie głównej bohaterki i losy jej syna. Tempo akcji, początkowo powolne, w końcówce przyspieszyło, nie pozostawiając mi czasu na łzy i rozterki. Finał bardziej mnie zaskoczył i zmroził emocje niż wzruszył.
A wszystko to na tle społecznym, z jakim borykają się Stany Zjednoczone – wysokie statystyki porwań i zabójstw dzieci.
Zwrócenie uwagi na ten aspekt społeczny był głównym środkiem ciężkości tej powieści. W rezultacie nie o psychicznych rozterkach matki stojącej w sytuacji zagrożenia utraty kochanego dziecka, ale o jednej z wielu historii, jakich w Ameryce jest tysiące – prawdopodobny los zaginionego dziecka i przyzwalające na to prawo.
Z docierających do mnie informacji o zgonach dzieci w rodzinie zastępczej czy wychowywanych przez dziewczyny niedojrzałe do roli matki, podejrzewam, że i w Polsce to prawo też nie jest doskonałe, a jeszcze mniej ludzie go stosujący. Może się u nas do dzieci jeszcze nie strzela, jak w Ameryce, o czym pisze autorka, ale na pewno morduje. Śmiem twierdzić, że w świetle prawa. Wystarczy przejrzeć doniesienia mediów z ostatniego roku.
Nie mam odwagi pomyśleć o liczbie tych, o których nigdy się nie dowiem. W tym kontekście te dziecięce oczy z okładki są jak wyrzut sumienia naszego społeczeństwa, a polecenie zawarte w tytule, tak trudne do wykonania…

Spójrz mi w oczy [Lisa Scottoline]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

 Tutaj obejrzałam zwiastun amerykańskiego wydania tej powieści.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść społeczno-obyczajowa

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *