Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Facebook Instagram YouTube Lubimy Czytać Pinterest

Rudy ; Prawo do życia – Jack Ketchum

21 marca 2019

Rudy ; Prawo do życia – Jack Ketchum
Przełożyli Bartosz Czartoryski , Marcin Kiszela
Wydawnictwo Papierowy Księżyc , 2012 , 360 stron
Literatura amerykańska

Uległam sugestii wyróżnionemu większymi literami tytułowi, że to powieść Rudy będzie w tej książce najważniejsza, a druga, określona jako minipowieść, będzie czytelniczym bonusem.
A tu przyjemna niespodzianka!
I to duża, bo obie powieści okazały się dla mnie równoważnymi w treści, a w emocjach to właśnie ta druga, Prawo do życia, wywarła na mnie silniejsze wrażenie. Co nie znaczy, że Rudy był spokojną opowieścią. Nic z tych rzeczy! I chociaż gradacja powieści poprzez wielkość czcionki tytułów okazała się dla mnie niesprawiedliwa i krzywdząca dla tej drugiej, to umieszczenie ich obu w jednej książce było bardzo dobrym pomysłem, bo wiele je łączyło. Obie były thrillerami trzymającymi w narastającym napięciu aż do rozładowania skumulowanych emocji w scenie finałowej. I jak na dobrze mi znany styl przystało z wcześniej czytanych jego powieści Jedyne dziecko czy Dziewczyna z sąsiedztwa, autor tradycyjnie już nie pozwolił mi nawet na jeden moment, na chwilę oddechu emocjonalnego, bo obie historie tak samo budziły we mnie skrajne emocje, podszyte chłodem przerażenia wzbudzającego raczej lęk niż wzruszenie. Na to ostatnie nie było miejsca, pomimo istnienia scen potencjalnie rozdzierających serce, bo nie o litość i wywołanie łez u mnie autorowi chodziło, ale o ukazanie przesłania, którego zrozumienie wymagało chłodnej analizy. Racjonalnego myślenia w moralnej ocenie ukazanej sytuacji, w której emocje byłyby tylko przeszkodą. O zrozumienie przekazu autora zawartego w obu powieściach, tak trafnie ujętego w tytule tej drugiej – prawa do życia. W tej pierwszej – zwierząt, w tej ostatniej – człowieka.
Jedna idea pokazana w dwóch skrajnych odsłonach.
W Rudym autor skupił się na jeszcze powszechnym w USA braku szacunku wobec życia zwierząt i niedopracowanym prawie, które uczyłoby go poprzez wymierzanie i skuteczne egzekwowanie kary wobec tych, którzy go zwierząt pozbawiają lub narażają na cierpienie. To dlatego fabuła Rudego toczyła się wokół bezsilnego dochodzenia sprawiedliwości przez głównego bohatera, właściciela tytułowego psa, którego zabili mu bez powodu uzbrojeni nastolatkowie, by ukazać, że luki lub brak prawa w takich przypadkach może eskalować przemoc wśród ludzi, próbujących szukać go na własna rękę. Wśród ludzi, którzy zwierzęta traktują jak domowników, przyjaciół i towarzyszy, o których warto, należy i trzeba walczyć, jak o najbliższego członka rodziny. Ludzi, którzy nie wartościują życia według pochodzenia krwi. Dla których krew to krew, która wygląda i smakuje tak samo, i którzy z tych powodów zadają pytanie innym – Czemu więc ludzka ma być cenniejsza od psiej? Lepsza? Na pewno nie według psów. – dodaje jeden z bohaterów. Ale według niektórych ludzi już tak – boleśnie pokazuje autor.
W Prawie do życia natomiast ukazał niebezpieczeństwo skrajnych poglądów antyaborcyjnych, domagających się regulacji prawnej państwa w tym zakresie. Przeświadczenie, że inni mogą ingerować w życie i sumienie drugiego człowieka na bazie władzy, jaką dają odgórnie ustanowione zasady w społeczeństwie, według autora może również doprowadzić do skrajnych zachowań i nadużyć. Po czym z mistrzowską precyzją zbudował przerażający scenariusz wydarzeń, w którym brzemienną kobietę idącą usunąć ciążę, sprzed kliniki porywają przeciwnicy aborcji. A dokładniej bezdzietne małżeństwo, które postanowiło przywłaszczyć sobie niechciane dziecko, zmuszając kobietę do donoszenia ciąży, a ją samą traktując, jak tymczasowy inkubator nienarodzonego. Fabuła powieści przypominała mi trochę Dziewczynę z sąsiedztwa. I tu i tam główne bohaterki były przetrzymywane i więzione w piwnicy, a porywacze znęcali się psychicznie i fizycznie. Jednak o ile w Dziewczynie z sąsiedztwa autor miłosiernie chronił mnie przed okrucieństwem scen, podsuwając tylko sugestie mojej wyobraźni, ze względu na nastoletni wiek dziewczyny, o tyle w Prawie do życia był bezwzględnie szczery i dokładny w opisie drastycznych scen. Mógł sobie na to pozwolić, ponieważ ofiarą była dorosła kobieta, a jej ciąża mnie nie chroniła w zamyśle autora. Tym razem nie zostałam oszczędzona. Wręcz przeciwnie. Z premedytacją wykorzystał ją do spotęgowania we mnie grozy wydarzeń. Autor nie miał najmniejszych skrupułów przed ukazaniem mi ze szczegółami eskalacji przemocy i znęcania się, nie tyle fizycznego, co seksualnego, jakich może dopuścić się drugi człowiek w dążeniu do osiągnięcia początkowo wzniosłego celu (uratowanie życia nienarodzonego dziecka), a potem własnych, egoistycznych, sadomasochistycznych potrzeb.
Skrajność oscylująca między bagatelizowaniem problemu, jakim jest bezprawne pozbawianie życia zwierząt a nadmiernym ingerowaniem prawnym w sumienie człowieka, jest tak samo zła, bo może wzbudzić w społeczeństwie równie skrajne postawy – mówi autor swoimi historiami. W obu przypadkach mogą wywołać demony drzemiące w na pozór spokojnych ludziach, uruchamiając ciąg wydarzeń prowadzących do zbrodni. Dużo większych i na większą skalę, wywołanych przez błąd zaniechania czy radykalizm w poglądach.
Mam jednak trochę żal do autora o potraktowanie obu powieści jako przede wszystkim przekaźnika swojego przesłania, kosztem mniej rozbudowanej fabuły. Trochę zawężonej, momentami skracanej czasowo, skupionej przez to przede wszystkim na relacjonowaniu zachowań i działań bohaterów przez narratora zewnętrznego, mniej natomiast na budowaniu ich wewnętrznego świata. To byłyby bardzo dobre, osobne megapowieści, a tak otrzymałam bardzo dobre, bo bardzo dobre, ale jednak minipowieści. A ja sobie cenię styl autora nie tylko ze względu na treść, w której zawsze umieszcza konkretne przesłanie, ale i umiejętność snucia bez pośpiechu rozbudowanej fabuły. Nie tylko dla wychowującej roli powieści społecznie użytecznej, ale i dla przyjemności doznawania piękna snucia opowieści.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Swoje wrażenia spisałam dla portalu Zbrodnia w Bibliotece.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Kryminał sensacja thriller

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *