Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Rewolucja genderowa – Gabriele Kuby

21 marca 2019

Rewolucja genderowa: nowa ideologia seksualności – Gabriele Kuby
Przełożyli Marek Urban i Dorota Jankowska
Wydawnictwo Homo Dei , 2013 , 168 stron
Literatura niemiecka

Nareszcie tąpnęło!
Gender robi furorę! Rozstawia ludzi na lewo i prawo, trochę zostawiając pośrodku. Na moich oczach całkowita niewiedza na temat tego zjawiska społecznego zamieniła się w ciągu ostatnich kilku miesięcy na zaciekawienie, świadomość, że coś takiego jest i zalew memów. No i oczywiście na burzliwą dyskusję (czasami mam wrażenie, że wojnę) między tymi więcej wiedzącymi z każdej opcji.
Świadomie użyłam wyrażenia „zjawisko społeczne”, bo każde inne jednoznacznie sugeruje przynależność osoby go używającej do określonej opcji. Do tych opowiadających się za, więc posługujących się określeniem nauka, do tych przeciw używających określenia światopogląd lub do tych pośrodku używających najpowszechniejszego – gender. A ja chcę tego zaszufladkowania uniknąć, bo jestem na etapie badania i analizowania tego zjawiska. Odkąd o nim usłyszałam, a było to około dwóch lat temu, nadal poszukuję wiedzy na ten temat, sięgając po publikacje z każdego obozu. Przysłuchuję się debatom przedstawicieli różnych grup społecznych, próbując ogarnąć je całościowo. Wysłuchać racji każdej ze stron.
Zaczęłam od artykułów w czasopismach i broszur bo ich forma dostarczała mi wiedzy podstawowej i skondensowanej. Idealnie podanej osobie, która dopiero wchodzi w to zagadnienie. Dopiero z taką bazą wiedzy odważyłam się sięgnąć po formę rozbudowaną czyli książkę. Przypadek sprawił, w osobie mojej koleżanki z obozu przeciw, że zaczęłam od tej właśnie pozycji. Skrajnie prawicowej, jeśli mogę tak określić jej wydźwięk, w której autorka, ze wszystkich współczesnych filozofów polskich, powołuje się na sobie podobnego Ryszarda Legutkę, którego nie polubiłam za styl przekazu w Eseju o duszy polskiej. Autorki znanej z kontrowersyjnej publikacji Harry Potter – dobry czy zły?.
Miałam świadomość, że wkraczam do jaskini lwa!
Już pierwszy rozdział upewnił mnie, że przyjęta przeze mnie strategia zgłębiania zjawiska gender okazała się jak najbardziej słuszna. Autorka nie napisała pozycji propedeutycznej. Jeśli napomyka o pochodzeniu i znaczeniu pojęcia gender, to robi to skąpo i w połowie książki. Na początku wprowadza wręcz zamęt pojęciowy, używając nowego określenia, które nie ma oficjalnego odpowiednika w języku polskim – gender mainstreaming. Swoje przesłanie?, misję?, apel?, bo waham się nad jednoznacznym określeniem charakteru publikacji, kieruje do czytelnika poszukującego szerszej wiedzy o gender w kontekście religijnym, kulturowym i społecznym. Jego wpływie na społeczeństwo i jego skutkach w każdej dziedzinie życia. Jest przy tym bardzo subiektywna nie tylko światopoglądowo, pisząc ją z punktu widzenia katoliczki, ale i narodowościowo, ograniczając się tylko do Niemiec, narodu niemieckiego i niemieckiego Kościoła katolickiego. Pozornie książka napisana o społeczeństwie niemieckim w kontekście gender i dla Niemców, a ściślej – katolickiej ich części, ale jeśli się w nią zagłębić, to można ujrzeć jej profetyczny charakter w stosunku do Polski.
Czytając o sytuacji w Niemczech miałam silne przeświadczenie, że czytam o Polsce, która czeka mnie za kilka lat. A może nawet szybciej. W tym sensie warto było przeczytać tę pozycję, bo obraz, jaki ukazała autorka, w ogóle mi się nie spodobał. Apokaliptyczna wizja zdegradowanej rodziny, a właściwie jej unicestwienie, zastąpienie wartości moralnych skrajnym hedonizmem i konsumpcją w każdej dziedzinie życia, dyktatura mniejszości narzucająca swoje reguły większości, ideologia relatywizmu etycznego zastępująca dotychczasowe normy etyczne i narzucająca nowe pojęcie dobra i zła, walka o tolerancję zamieniona w rewolucję społeczną, ideologia seksualności promująca to, co zapoczątkowała rewolucja seksualna lat 60., a którą dobrze poznałam dzięki Latom sześćdziesiątym i Wspomnieniom bitniczki, rola Kościoła osłabiona na własne życzenie poprzez politykę ustępstw z buntem biskupów przeciwko papieżowi Pawłowi VI ( w Polsce nie do pomyślenia, przynajmniej dzisiaj) i zdanie, które mnie wprawiło w osłupienie, a które przeczytałam tym razem w wywiadzie z autorką Gender spełnia życzenie EngelsaWasz kraj miał Jana Pawła II, my mamy Benedykta, ale różnica pomiędzy naszymi krajami polega na tym, że wy kochaliście swojego papieża, a my naszego nienawidzimy.
Jednym zdaniem – to już nie rewolucja społeczna, ale Sodoma i Gomora, których całą kwintesencję oddaje Rezolucja Parlamentu Europejskiego w sprawie homofobii w Europie.
Można się przestraszyć, można przestać się dziwić emocjonalnemu, bezpardonowemu, odważnemu charakterowi tej pozycji i mieć wrażenie, że katolicka żona i matka trójki dzieci wzięła górę nad naukowcem-socjologiem i stworzyła nie rzeczową pozycję popularnonaukową, a apel albo manifest nawołujący Niemców do opamiętania się. Plusem jest to, że nie uprawia krytykanctwa, ale buduje konstruktywną krytykę, podsuwając konkretne programy naprawcze. Nie jest też tylko teoretykiem nawołującym pogubionych, bo aktywnie uczestniczy w walce o Kościół katolicki, rodzinę i wartości za nimi stojące, pisząc naglącą prośbę do biskupów niemieckich czy wezwanie do młodych uczestników kongresu Radość z wiary. Oba teksty zostały zawarte w suplemencie książki.
Podziwiałam tę kobietę widzącą dalej niż jej przywódcy duchowi, jej siłę słowa, jej aktywność w trosce o wartości moralne, o rodzinę, o przyszłość niemieckiego społeczeństwa. Byłam za nią całym sercem!
Ale nie rozumem.
Z dwóch powodów. Języka nienawiści, który raził mnie na prawie każdej stronie. Mówiła o miłości i o tej miłości napisała przepięknie w jednym z ostatnich rozdziałów, ale przy okazji szerzyła nienawiść do innych religii opierając się na sloganach, truizmach i uprzedzeniach. Stosowała przy tym metodę patrzenia jednym okiem i kija, zapominając, że ma dwa końce. Na dodatek tę wrogość traktowała wybiórczo. Tam, gdzie chodziło o wspólny cel dotychczasowego przeciwnika zamieniała w przyjaciela. To kierowanie się emocjami, własnymi interesami, instrumentalnym traktowaniem innych wyznań, momentami bardzo skrajnymi, widoczne też było w nierzeczowej argumentacji, będącej dla mnie drugim powodem sprzeciwu rozumowego. Moje zaufanie do autorki podważyło stosowanie argumentacji życzeniowej godnej nie socjologa, ale gospodyni domowej w stanie histerii. Nie do przyjęcia były dla mnie zdania typu – Zwierzę nie może ani kochać, ani gwałcić, nie może oddzielić zaspokojenia seksualnego od rozmnażania, a w efekcie od przeciwnych sobie płci. Cztery tezy, które po kolei wyrzucam do kosza. Zwierzęta potrafią kochać – wystarczy zapytać chociażby właścicieli psów. Zwierzęta potrafią gwałcić – wystarczy pooglądać przyrodnicze filmy dokumentalne, by być świadkiem takich zachowań. Zwierzęta potrafią się masturbować – wystarczy wpisać w wyszukiwarkę You Tube słowo „masturbacja” i dowolne zwierzę od delfina na szympansie skończywszy. Zwierzęta, tak jak ludzie, są również homoseksualne, mniej więcej w tym samym procencie. Autorka podaje 2%, ale spotykałam się w publikacjach i z większą liczbą. A to tylko jedno zdanie. Takich argumentów z kosza spotykałam więcej. Niektóre przeczące oficjalnej wiedzy na dany temat. Między innymi na temat AIDS.
Nie takim językiem należy mówić do ludzi.
I tutaj pozwolę sobie z tej irytacji, która towarzyszyła mi przez całą lekturę, na trochę złośliwości – jeśli przez wieki mniejszość seksualna słyszała takie argumenty, mówione takim językiem w kontekście religii miłości, to nie dziwię się, że w końcu powiedziała – Dosyć! Teraz my! I nie zadowoli nas już tylko tolerancja! Teraz robimy rewolucję społeczną, wprowadzamy relatywizm społeczny, co wyraził dobitnie w swoim wezwaniu homoseksualny burmistrz Berlina – Nie spoczniemy dopóty, dopóki nie osiągniemy wszystkiego. Autorka nie zauważyła, że istnieje coś takiego jak dyktatura większości, która z demokracją nie ma nic wspólnego. Ta ostatnia ma miejsce wtedy, gdy w dialogu większości i mniejszości uwzględnia się również postulaty tych ostatnich. Może wtedy homoseksualiści zadowoliliby się tolerancją i nie chcieli teraz brać wszystkiego.
Ale to żarty.
Generalnie cel słuszny, tylko próba jego osiągnięcia nieskuteczna i chybiona. Nieprzekonanych nie przekona, a wahających się odstraszy. Odstraszyła i mnie. Zastanawiam się teraz, czy sięgnąć po kolejną książkę tej autorki, w której wizję apokalipsy będzie rozciągać na cały świat. Bez zaglądania do środka domyślam się, kto będzie wrogiem nr 1.

   Czy dla równowagi sięgnąć po pozycję z drugiego obozu?

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Popularnonaukowe

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *