Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Polska daj się zaskoczyć – red. Ewa Zientarska

21 marca 2019

Polska: daj się zaskoczyć: trasy magiczne – wybór tekstów i redakcja Ewa Zientarska
Wydawca Agora , 2013 , 280 stron
Seria Biblioteka Gazety Wyborczej
Literatura polska

Żeby nie smęcić, użyję metafory.
Wylądowałam na białej wyspie zawieszonej w próżni czasu. Znani mi rozbitkowie mieli przynajmniej zieloną palmę, słońce w dzień i nocne niebo usiane gwiazdami. Robinson miał jeszcze Piętaszka. Ja nie miałam nic. Ale posiadałam coś dużo bardziej cennego.
Książki!
Nie zapomniałam ich zabrać. Miałam czas, by dobrze je wybrać i wcielić w życie odpowiedź na popularne pytanie – Jaką książkę wzięłabyś ze sobą na bezludną wyspę? Wzięłam ich więcej niż jedną. Miały być przecież moimi oknami. Tymi otwierającymi się do wewnątrz, pozwalając zajrzeć mi w głąb siebie i tymi otwierającymi się na zewnątrz, pokazującymi, że świat wokół mnie nadal jest, istnieje i się kręci.
Ten pięknie wydany przewodnik to jedno z nich.
Poprowadził mnie ponad stoma trasami przez całą Polskę. Tę mniej znaną, rzadziej oglądaną, niewidoczną dla ludzi kierujących się trendami, zagubioną przez zawrotne tempo codziennego życia i zapomnianą w swojej przemijalnej, ale paradoksalnie stałej urodzie.
Jednym słowem – magiczną.
I nie czary-mary mam tutaj na myśli, ale piękno odczytywane sercem. Magię, na którą trzeba cierpliwie poczekać, by ujrzeć widok trwający kilka chwil

 

lub wybrać się o odpowiedniej porze roku, by dać się zauroczyć tej nietrwałej chwili, poza którą takiego krajobrazu już się nie doświadczy:

 

Tych wyjątkowych tras nie ma w żadnej innej publikacji, bo stworzyli je dziennikarze lokalnych oddziałów Gazety Wyborczej oraz czytelnicy, których propozycje wyłoniono w konkursie Trasy magiczne. Każda inna, ale każda wielokrotnie sprawdzona i opisana, a czasami opowiedziana pod dyktando serca zafascynowanego, oczarowanego, zauroczonego tym, co widziało i co przeżyło. Co często było elementem ich dzieciństwa i dorastania. Z dobrymi, praktycznymi radami – gdzie tną niemiłosiernie komary i warto zabrać ze sobą jakieś mazidło; dokąd zaopatrzyć się w prowiant, a gdzie go sobie darować na rzecz lokalnego jedzenia; w które trasy można wybrać się pieszo, a w które rowerem, samochodem, kajakiem lub kolejką linową; co warto pokazać dzieciom, a co lepiej odkrywać tylko z dorosłymi; jaką tematyką zachęcić do ruszenia z domu opornych – sakralną, krajoznawczą, batalistyczną, historyczną czy survivalem podziemnym, nawodnym, a nawet wpław przez mierzeję w Marszu Śledzia:

 

Autorzy tras nie zdradzili jednak wszystkiego. Postarali się, aby ich propozycje były tylko zarysem pomysłu, myślą do zaplanowania bardziej szczegółowego, bodźcem do samodzielnego poszperania, pomocą w odkrywaniu własnej magii poznawanego miejsca.
Skąd to wiem?
Bo jedną z nich kiedyś odkryłam.
To Antonin i jego okolice w województwie wielkopolskim. Nie przypuszczałam, że pod wpływem opowieści o nim, wrócą do mnie tak żywe wspomnienia smaku jagód zbieranych w pobliskich lasach, zaskoczenia pierwszym spotkaniem z padalcem, czaru muzyki Fryderyka Chopina odwiedzającego niegdyś Dworek Myśliwski, kojącego plusku jeziora wieczorną porą i coś, o czym autor trasy nie wspomniał, zostawiając to do odkrycia innym (a o czym ja muszę napisać, muszę!) – krypta w miejscowym kościele, kryjąca zmumifikowane zwłoki dawnych właścicieli tych ziem. Ta moja magia tego miejsca, trochę różniła się od oczarowań autora tej trasy, ale to właśnie na tym polega ich piękno. Każda z nich może być tak różna, jak różni są ludzie podążający nią. To właśnie ten taktowny margines, pozostawiony przez autorów w swobodzie wyboru proponowanych miejsc do zobaczenia i do przeżycia, czyni je nie tylko magicznymi, ale i zaskakującymi, bo jak napisała jedna z autorek – Magiczne miejsca nie mogą być z góry zaplanowane ani polecone przez przewodnik. Nie czeka się na nie z upragnieniem, po prostu się je odkrywa.
Były więc i zaskoczenia.
Bytom. Trafiłam tam raz i zabrałam z niego przytłaczające wspomnienia pełne sadzy, szarości ścian i starych kamienic. A tutaj niemalże objawił mi się, jako kolorowe miejsce bogate w place i zabytkową architekturę z przepięknym, neorenesansowym budynkiem sądu oraz krążącymi po uliczkach świetlikami, utopcami, szczigami (to chyba po śląsku znane mi strzygi) i innymi zmorami. Wiem to dzięki licznym zdjęciom ilustrującym nie tylko te, ale wszystkie trasy.
Przewodnik jest przy tym bardzo przejrzysty i prosty w nawigacji.
Otwiera go mapa Polski z konturami województw podzielonymi kolorami na część północną, środkową i południową:

 

Strony wydrukowane w środku każdego województwa dawały mi możliwość wyboru rozpoczęcia przygody od dowolnego miejsca w kraju. Jednak, kierowana poczuciem lokalnego patriotyzmu, zaczęłam od tego najbliższego memu sercu – Zachodniopomorskiego, a że było pierwsze, nie naruszyło z góry narzuconej kolejności w publikacji i następne potraktowałam sprawiedliwie, według ustalonego w książce układu – od północy na południe. Codziennie kilka do bólu (chciałabym napisać – nóg) rąk, bo książka na kredowym papierze, więc ciężka, a ja na brzuchu leżeć nie mogłam. Tylko na wznak, więc mogę uczciwie powiedzieć, że przyjemnie zmęczona trasami się czułam. Każde województwo poprzedzała strona tytułowa z jego charakterystycznym krajobrazem w tle i mapką konturową z zaznaczonymi trasami, ich numerem i kierunkiem wraz z wypunktowanymi pod spodem atrakcjami do koniecznego zobaczenia:

 

Z kolei każda z tras rozpoczynała się akapitem podającym długość trasy mierzonej w kilometrach lub godzinach (w przypadku terenów górskich) oraz nazwy jej najważniejszych miejscowości.

 

W treści natomiast skupiający się również na zaakcentowaniu miejsc wartych zobaczenia delikatnym podbarwieniem zdań:

 

Ograniczający informacje historyczne do minimum, jednak odsyłający zainteresowanych szczegółami do tekstów ujętych w osobne ramki:

 

Każdy może znaleźć tutaj coś dla siebie, zwłaszcza ci, którzy lubią schodzić z głównych dróg, dochodząc do celu mniej znanymi, a przez to przyjemnie bezludnymi ścieżkami. Według zainteresowań, stanu rodziny, ulubionego środka transportu, ilości czasu (najkrótsza trasa 3 km) i potrzeb emocjonalnych. Ja wypatrzyłam lochy, podziemia, jaskinie, korytarze w różnych rejonach Polski.

 

I to jest dobry pomysł na stworzenie własnej , magicznej trasy wiodącej podziemiami. A jest ich bardzo, bardzo dużo, o których wiedzą czasami tylko miejscowi. A to właśnie oni są autorami tego przewodnika, więc wiedzą najlepiej, o której porze dnia lub roku najkorzystniej przyjechać, w którym momencie warto zboczyć z trasy, co i gdzie smacznie zjeść, jaki jest numer telefonu do osoby udostępniającej klucz do obiektu zamkniętego. I, co najważniejsze, dzielą się tym wszystkim tutaj szczodrze.
Ten przewodnik również inspiruje.
Takimi słowami – Zaczynamy w moim rodzinnym Sulechowie, zwykłym szarym małym miasteczku położonym 20 km na północ od Zielonej Góry. Magia tutaj? Jak często myślałam w ten sposób o moich stronach? A jednak jest, jeśli spojrzę na nie tak, jak autor tych zdań na swoje miasto. Właściwie po tej pozycji nie tylko można zatęsknić za odkrywaniem tej magicznej Polski i z tej tęsknoty ruszyć w nią, ale i odkryć jej magię tuż za rogiem, ostatnią rogatką, następnym rozwidleniem dróg i stworzyć, dopisując do listy, własną, osobistą trasę.
Kiedy wrócę z białej wyspy, będzie jak znalazł i przewodnik, i serce głodne wrażeń, i głowa pełna pomysłów na przyszłoroczne lato.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Poradnik

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *