Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Pogromcy mitów: ciało – Nicholas Searle

21 marca 2019

Pogromcy mitów: ciało: mity, prawdy i półprawdy – Nicholas Searle
Przełożył Krzysztof Cierniak
Wydawnictwo Pascal , 2012 , 152 strony
Seria Pogromcy Mitów
Literatura australijska

To moje drugie w formie książki spotkanie z Adamem i Jamiem. Znanymi pogromcami mitów, których oglądam w roli gospodarzy programu telewizyjnego na kanale Discovery Science. Tym razem w ich imieniu przemówił, a właściwie napisał, inny autor, który w odróżnieniu od autora pierwszej odsłony serii, nie zachował formuły odcinków na wizji. Motywem przewodnim uczynił nie konkretny mit, ale jeden temat – ciało i przesądy z nim związane, funkcjonujące w świadomości ludzi, przytaczając eksperymenty i wnioski odnoszące się do trzydziestu obalonych lub potwierdzonych mitów, dzieląc zagadnienia na czternaście rozdziałów. Styl w jakim to zrobił, przypominał mi mojego fizyka z liceum, podstępnie i przewrotnie sprawdzającego czujność i gotowość do krytycznego myślenia uczniów poprzez wplatanie w przekaz teoretyczny fragmentów absurdalnych.
Tutaj, pełna zapału i ufności w autorytet twórców, zaczęłam z przejęciem czytać we wstępie, że klej i oprawa są najwyższej jakości. Ho, ho – powiedziałam na głos, a po cichu pomyślałam – czuję się wyjątkowa, skoro aż tak poważnie potraktowano wydanie tej pozycji. Czytałam wiec dalej, że farby drukarskie pozyskano ze zmiażdżonych narządów płciowych… – i to był ten moment, w którym zapaliła mi się lampka kontrolna krytycyzmu. Poczułam się jak za dawnych, dobrych czasów i już wiedziałam, że czeka mnie dobra zabawa i test na samodzielne myślenie.
Nie myliłam się.
Mniej więcej w takim stylu, z ogromnym poczuciem humoru, nadinterpretacjami, celnymi ripostami, myślowymi wycieczkami w kosmos i wyolbrzymionymi opisami sytuacji, napisana jest cała ta książka. Przy czym koniecznie muszę zaznaczyć, bo to bardzo ważne dla wiarygodności jej treści, traktowanie tematu cielesnego wraz z jego fizjologią z przymrużeniem oka, nie przesłaniało faktów, prawdy i merytorycznej strony przekazu, nad którymi przez cały czas czuwali Adam z Jamiem. Ich wyjaśnienia, wtrącenia i uzupełnienia umieszczano na żółtym tle:

 

A humor był potrzebny po to, by cała treść nie przypominała nudnego podręcznika, bo faktów na temat ludzkiego ciała przytaczał autor bardzo dużo. Od tych podstawowych po niezwykle ciekawe i uzupełniające dotychczasową, encyklopedyczną wiedzę, bo zdobytą empirycznie przez pogromców mitów. Często śmiałam się podczas czytania, jeszcze częściej uśmiechałam, ale najbardziej rozbawił mnie rozdział o… I tutaj wzorem autora, który od czasu do czasu przytaczał dialogi Adama i Jamiego, również i ja się posłużę jednym z nich:

 

Tak, tak! Mowa o ubocznych produktach fizjologii układu pokarmowego zwanych dyplomatycznie gazami, wiatrami czy wzdęciami. Wszystko było dla mnie w tym rozdziale nowe, bo przecież poważne książki tak niepoważnymi tematami dogłębnie się nie zajmują. Rady wyniesione z tego rozdziału na temat zjawiska „smugi bąka”, rozbawiły mnie do łez. Jedna z nich brzmiała – Idź bokiem, odczekaj chwilę i powachluj się z tyłu lub zamontuj spojler na dżinsach. Nie bardzo wiedziałam, co autorzy mieli na myśli, więc wypróbowałam radę na mojej zaprzyjaźnionej młodzieży. Mina, spojrzenie i wyraz twarzy – bezcenny, chociaż nadal nie wiem, co z tym spojlerem. Zresztą taka mina zniesmaczenia może co wrażliwszemu czytelnikowi również towarzyszyć podczas czytania i innych rozdziałów, bo autorzy zaglądają w każdy zakamarek ludzkiego ciała uprzedzając:

 

I trzeba sobie wziąć je do serca, bo faktycznie opisy i widoki nie należą do estetycznych i przyjemnych w odbiorze jak widać poniżej:

 

Ale za to, jakie to wszystko ciekawe i fascynujące, a pasja i poświęcenie się prowadzących program dla dobra nauki, a przede wszystkim widza i czytelnika, wzbudzała mój podziw. Nie wiem, czy dałabym sobie na przykład przekłuć język na potrzeby obalenia kolejnego mitu tak, jak zrobił to Adam:

 

Chociaż czasami ulegałam presji i poddawałam się eksperymentom, które proponowali do wykonania w domu. To dlatego czytałam ją na osobności, z dala od innych, bo widok mnie, przytulającej się do podłogi czy jedzącej surowe ziemniaki z zakrytymi oczami i zatkanym nosem, mógł wzbudzić podejrzenia o moją poczytalność. Jednak nie wszystkie eksperymenty nadają się do powtórzenia. To dlatego książka opatrzona jest na początku takim ostrzeżeniem:

 

Na koniec wspomnę o jednej rzeczy, która była dla mnie uciążliwa podczas czytania. Otóż na marginesach stron, autor często umieszczał przypisy. Równie zabawne, co sam tekst:

 

Jak widać powyżej bardzo, bardzo małym drukiem, na dodatek w szarym kolorze. Idealny test na sokoli wzrok! Niestety, przy sztucznym oświetleniu odbijającym światło od półkredowego papieru, nawet i on nie wystarczał. Ale absolutnie nie mogłam sobie darować tych informacji, wiec posługiwałam się… lupą.
Wszechstronność tematyczna, bogactwo zdjęć ilustrujących tekst, nowatorskie i odkrywcze spojrzenie na prezentowane zagadnienia opisane z humorem czynią tę pozycję idealną dla ośmiolatka i stuośmiolatka, którzy z równym zainteresowaniem znajdą w niej coś, o czym nie wiedzieli, nie słyszeli, a już na pewno nie widzieli.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Popularnonaukowe

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *