Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Piękni dwudziestoletni – Marek Hłasko

21 marca 2019

Piękni dwudziestoletni – Marek Hłasko
Wydawca Agora , 2014 , 172 strony
Seria Biblioteka Gazety Wyborczej
Literatura polska

Pierwsza dotarła do mnie legenda o autorze.
Cała ta aura wyprzedzająca twórczość – nietuzinkowa osobowość, kontrowersyjne zachowania, nałogi, niebagatelna sława urody, no i to, czym zawsze legenda musi się zakończyć, by mogła nią być – śmierć w niewyjaśnionych okolicznościach. Jawił mi się we wspomnieniach wielu znających go osób. Nie wiem dlaczego, utkwiła mi w pamięci akurat maszyna do pisania, którą przed wyjazdem z Polski zostawił u Agnieszki Osieckiej. Ale to właśnie z takich okruchów powstawał w mojej świadomości jego obraz. Natykałam się też na jego nazwisko w krytycznych opracowaniach literackich. Często był porównywany do Jamesa Deana. Młodzi gniewni. Może podobni, ale na pewno różni w źródle tego gniewu. Autor stawał się dla mnie powoli wielkim nieobecnym fizycznie, ale obecnym mentalnie, a nawet duchowo. Dla wielu, w czasach PRL-u, nadal obecnym literacko, a z czasem kulturowo, bo publikowanym w naszym kraju w drugim obiegu. Wydań bez cenzury czytelnicy doczekali się dopiero w latach 90. ubiegłego wieku. Była więc legenda i była dostępność do jego twórczości. Nic tylko czytać! Niestety mam tę niedobrą tendencję do odkładania klasyki na niesprecyzowane później. A przecież, by zrozumieć nowe, trzeba mieć pojęcie o przeszłym. I właśnie takie wznowienia są dla mnie pogodzeniem zachłanności na nowości, a jednocześnie poznaniem klasyki. Chwała więc wydawcy za przypomnienie twórczość Marka Hłaski w nowym cyklu, który zapowiedział kolejnymi tytułami na odwrocie książki:

 

To pierwsze spotkanie z twórczością autora było dla mnie kubłem zimnej wody z lodem wylanej na głowę pełną pochłoniętych obrazów o PRL-u ukazywanym albo przez pryzmat humoru, albo poprzez szczęśliwe lata dzieciństwa. Po drugiej stronie szczęśliwości stały książki grozy czyli popularnonaukowe, opisujące rzeczywistość od strony historycznej i faktograficznej na bardzo poważnie. Ta pozycja wypełnia przestrzeń między nimi. Nie pozwala zgubić pewnej istotnej rzeczy w zalewie skrajności – tragedię młodego człowieka ze złamanym życiorysem. Człowieka, który nie oddał wprawdzie życia za ojczyznę, więc nie znajdzie zasłużonego miejsca dla bohaterów, ale też nie był dzieckiem i nie było mu do śmiechu żyć w kraju, którego nie postrzegał przez pryzmat absurdu.
Przestrzeń „pięknych dwudziestoletnich”.
Młodzieży żyjącej w centrum absurdalnej rzeczywistości, która nie wzbudzała śmiechu, ale doprowadzała do rozpaczy, do depresji i w końcu do wyjazdu. Wcale niekończącego mękę duszy. To był początek tragedii życia bez kraju, w którym autor mógł pisać, ale go nie wydawano i tragedii życia na emigracji, na której go wydawano, ale nie potrafił pisać. Uważał, że realia kraju były marnowanym i niewykorzystywanym tematem przez polskich pisarzy i to one były mu niezbędną weną do tworzenia. Ten autoportret autora wkraczającego w dorosłe życie nie ma nic z rzeczywistości, z której można się pośmiać. Wyłapać absurdy i pokiwać ze zrozumieniem głową. To tragedia młodego człowieka opisującego niszczącą go rzeczywistość prosto z epicentrum apokalipsy, w której musiał codziennie odnajdywać się literacko i egzystencjalnie. W obu dziedzinach bez powodzenia. Nie zastosował żadnych środków literackich, by tę rzeczywistość skarykaturować. Ona sama w sobie taka była. Wystarczyło, że dokładnie ją odzwierciedlił, wiernie opisał z zachowaniem języka tamtych czasów: ową dziwną mieszaninę slangu, komunikatów urzędowych, języka używanego na wiecach partyjnych i na ulicy. A kiedy było się uczestnikiem takiego życia ze świadomością sytuacji bez wyjścia, głodnym niedostępnej literatury, o której opowiadanie prosił czytających w oryginale, niczym żebrak o chleb dla duszy, bez poczucia bezpieczeństwa, możliwości samostanowienia i samorozwoju oraz poczucia osaczenia przez ludzi stwarzających piekło istnienia i niemocy publikowania, kiedy mistrzem młodości nie był Hemingway ani Jerzy Andrzejewski. Był nim Tadeusz Barwiński, oficer Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, wtedy nie jest do śmiechu ani do patriotyzmu. Wtedy jest do płaczu, do smutku, zniechęcenia, apatii, depresji, nałogu i w końcu samobójstwa. Prosta droga wielu pięknych dwudziestoletnich podobnych Markowi Hłasce, o których cicho i o których nigdy się nie dowiemy, bo niczym nie wyróżniali się tak, jak autor. Ale to dzięki niemu mogę się domyślać ich istnienia i mieć świadomość zmarnowanego pokolenia. To dlatego ta swoista spowiedź bez wyrzutów sumienia za czyny popełnione, za swoje postępowanie, ocieka goryczą człowieka, który napisał – Miałem wtedy osiemnaście lat, pisząc o tym dzisiaj, nie wstydzę się tego. Niech się wstydzą ci, którzy mnie do tego zmusili. A ostatecznie do wyjazdu z kraju z piętnem człowieka literacko skończonego w wieku 24 lat! Te wspomnienia to również odpowiedź na pytanie, dlaczego opuścił kraj? Dlaczego twierdził, że nigdy go nie opuścił, chociaż mieszkał w innym kraju? To również próba oczyszczenia się z zarzutu pracy z obcymi wywiadami, pisząc – Wiedziałem rzeczywiście, że nikt nie wierzy w to, że pracuję dla wrogich Polsce wywiadów, ale jeśli wśród moich czytelników znalazł się choć jeden, który w to uwierzył – ta książka napisana jest dla niego.
Dla mnie też.
Ku przestrodze, by nie dać wciągnąć się bezkrytycznie w wir nostalgii wspomnień za absurdami PRL-u, by nie widzieć w jego rzeczywistości tylko bohaterów lub szczęśliwego dzieciństwa, by spojrzeć na niego oczami zwykłych, pięknych dwudziestoletnich, którzy chcieli góry przenosić i latać nad nimi, podziwiając swoje dzieło z wysoka, ale z podciętymi skrzydłami musieli żyć na dnie piekła ograniczeń, niemożności, uwikłania i bezsilności. Cieszę się, że w tym komunistycznym nieszczęściu dane mi było szczęście być tylko niczego nieświadomym dzieckiem. Że mój czas pięknych dwudziestoletnich przypadł na okres wolnej Polski, w której jedynym ograniczeniem moich możliwości jestem ja sama. Piękne uczucie!
Podwójnie piękne po spotkaniu z autorem.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Piękni dwudziestoletni [Marek Hłasko]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

 

 
A tutaj obejrzałam bardzo ciekawy dokument, jako uzupełnienie wspomnień.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Wspomnienia powieść autobiograficzna

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *