Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Pięćdziesiąt twarzy Greya – E. L. James

21 marca 2019

Pięćdziesiąt twarzy Greya – E. L. James
Przełożyła Monika Wiśniewska
Wydawnictwo Sonia Draga , 2012 , 606 stron
Trylogia Pięćdziesiąt Odcieni , tom 1
Literatura angielska

Dawno nie doświadczyłam takiej huśtawki nastawienia między czytać a nie czytać tę pozycję. Jeśli w ogóle kiedyś taki dylemat przeżywałam! Droga do sięgnięcia po nią była długa, wyboista i z przygodami. Najpierw wypatrzyłam ją w zapowiedziach na internetowej stronie wydawnictwa na długo przed polską premierą. Zaintrygowała mnie na tyle, że nawet umieściłam ją w bocznej szpalcie mojego blogu, jako wartą zauważenia. Zwłaszcza że od ostatniej czytanej powieści erotycznej, W jego dłoniach Marthe Blau, minęło około ośmiu lat.
Chciałam ją więc przeczytać!
Potem poznałam w jakimś czasopiśmie bardzo pozytywne wypowiedzi czytelników zagranicznych określających ją, jako inspirującą do zabaw erotycznych.
Chciałam ją koniecznie przeczytać!
Potem pojawiły się komentarze polskich czytelników w postaci gromów, że be, że prymitywnym językiem pisana, że nic nowego, ciekawego i w szczególe, i w ogóle.
Zwątpiłam trochę, ale na zasadzie przekory, nadal chciałam przeczytać.
Skusiłam się nawet na zakup książki, ale tylko dlatego, że była w promocji i, co najważniejsze, z zapinkami. O, zapinki chciałam mieć koniecznie! Już widziałam siebie ze znaczkiem w klapie promującą czytelnictwo jakimś prowokującym hasłem. Z moich wyobrażeń pozostała na zapinkach tylko prowokacja. O, taka:

 

Aż tak prowokować i to w tę stronę, nie chciałam, a i zapoznać się z jej treścią chciałam już też troszeczkę mniej, więc książka powędrowała na półkę oczekujących na kiedyś tam. Moje chęci wygasły zupełnie, kiedy nawiedziła mnie zaprzyjaźniona studentka, która wypatrzyła ją wśród innych świeżo nabytych tytułów. Zrobiła wielkie oczy i zapytała – I tutaj Grey też i TY będziesz TO czytać? Bała się, że drugi tom wyskoczy z kolejnej półki, bo w wielkim świecie greyomania zaczęła ją lekko przytłaczać. W tramwaju wersja papierowa w rękach pasażera, na uczelni elektroniczna w rękach koleżanki, a na ulicach i w metrze szaro od greyowskich plakatów i bilbordów. Nie spodziewała się zastać go również i u mnie. A tu GREY się szarzy na MOJEJ półce! Przy okazji nasłuchałam się znowu, jaka to ona be i w ogóle nie do czytania.
I to był ostatni gwóźdź do trumny z napisem CHCĘ JĄ PRZECZYTAĆ!
Aż któregoś dnia, moja niezawodna młodzież zaprzyjaźniona, zapytała mnie nieśmiało, czy mam pierwszy tom Greya. Z ociąganiem, niepewnością i z ogromnymi wyrzutami sumienia, z przykazaniem – tylko nie mów mamie i tacie od kogo ją masz – pożyczyłam. W zamian dostałam tom drugi, bez proszenia, a przecież jeszcze pierwszego nie czytałam. Mój w czytaniu, więc szybciutko młodzież skombinowała mi tom pierwszy.
I jak nie czytać, skoro był mus i siła wyższa, i wypieki na twarzy, że koniecznie trzeba? I tak, ostatecznie, ja czytałam pierwszy tom pożyczony, drugi już na mnie czekał, mój tom pierwszy był w czytaniu (i nadal jest!) od kilku miesięcy, a trzeci tom młodzież już kombinuje. Czyta więc całe podwórko i kilka kwartałów sąsiednich, łącznie z ciociami i matkami, i ze mną na końcu kolejki A jakbym dobrze podpytała, to i babcia jakaś znalazłaby się.
I tak mniej więcej wygląda sytuacja tej książki w kontekście społecznym – dużo osób wybrzydza, a jeszcze więcej czyta. Moja zaprzyjaźniona młodzież wręcz namiętnie i z uwielbieniem. Wypisz, wymaluj – zjawisko bardzo podobne do trylogii Zmierzch Stephanie Meyer. Nawet ktoś mi powiedział, że autorka inspirowała się wampirzą historią, a źródło tej wiadomości znalazłam w Wikipedii. Nie wiem, czy informacja ta jest prawdziwa, a i daleka byłabym od takich personalnych przypisywań. Wiem jedno. Autorka wykorzystała stary jak świat i bardzo eksploatowany schemat w opowieściach romantycznych, dychotomii przyciągania się i jednoczesnego odpychania w relacjach między kobietą a mężczyzną.
On, Christian, bogaty, zajmujący wysokie stanowisko (czyli wyposażony w najsilniejsze afrodyzjaki – pieniądze i władzę), młody, przystojny, doświadczony erotycznie, z zagadkową przeszłością, skrzywdzony, zimny emocjonalnie i uzależniony od perwersji seksualnej, a przez to tajemniczy, pociągający i będący bardzo dobrym materiałem do „naprawy” i zaopiekowania się dla każdej kobiety o instynkcie siostry miłosierdzia.
Ona, Anastasia, bardzo młoda, studentka, dziewica, niedoświadczona erotycznie, ale otwarta na nowe doznania seksualne, nigdy nienależąca do innego mężczyzny, a przez to pociągająca niewinnością w swojej niewiedzy i czystości psychicznej oraz cielesnej, z lekkim niedowartościowaniem widocznym w jej rozumowaniu – Nie mam żadnych wątpliwości co do tego, że to najprzystojniejszy mężczyzna na Ziemi, zbyt piękny dla tych malutkich ludzi w dole, zbyt piękny dla mnie.
On otrzymał czystą kartę do zapisania, wręcz wychowania sobie kobiety do zaspokajania swoich upodobań erotycznych z nachyleniem sadomasochistycznym.
Ona marzycielka wychowana na powieściach romantycznych Jane Austen, skuszona tajemniczą otoczką niedostępności emocjonalnej mężczyzny, wierząca w powodzenie rozbudzenia w nim uczucia do siebie i ocalenia od koszmarów z przeszłości.
On i ona spotkali się na gruncie seksu, w przestrzeni tylko fizjologicznego zaspokojenia potrzeby bez udziału uczuć, opartego na negocjacjach, zakończonych w przyszłości podpisaniem kontraktu mającego zagwarantować osiągniecie jednego celu – dostarczanie sobie wzajemnej przyjemność. Ich znajomość zaczęła się nietypowo, odmiennie niż w klasycznym romansie, bo od końca naturalnego, psychologicznego procesu zakochiwania się czyli od seksu. To schemat typowego układu, który można uogólnić i uprościć do tego zdania – on jest uzależniony, ale ja go kocham i wyleczę z nałogu, a on chętnie korzysta, nic nie obiecując.
I byłaby to prosta historyjka, kolejny romans jakich wiele, gdyby nie świat erotyki wybiegający poza seks waniliowy, jak pięknie nazwał go Christian. To dlatego tę książkę czytają przede wszystkim nastolatki (nie znam przypadku chłopaka) i młode kobiety, a więc dziewice i dziewczyny rozpoczynające życie seksualne lub stojące na początku tej drogi, znajdując w niej to, czego nie dowiedzą się lub nie dowiedziały w szkole, w domu, od koleżanek (przyjaciółki wszystkiego nie powiedzą, a czasami ubarwią lub skłamią), a tym bardziej, w tak emocjonalny sposób, z książek popularnonaukowych. Mogą identyfikować się z niedoświadczoną bohaterką, jej dylematami emocjonalnymi, podążać śladami pierwszego razu, a potem odkrywać wraz z Anastasią nieznany świat erotyki, poznając towarzyszące temu skrajne emocje. Christian swoją postawą i postępowaniem mówi wprost – zasługujesz na przyjemność! Nie bój się badać granic swoich możliwości doznań seksualnych. Eksploruj odważnie teren, który ma tobie tyle wspaniałego do zaoferowania. Eksperymentuj, by czerpać z niego jak najwięcej przyjemności. Odkrywaj siebie i szanuj partnera – niech uprawianie seksu będzie konsensualne. Specjalnie użyłam wyrażenia „uprawiać seks”, ponieważ w kontaktach intymnych między bohaterami powieści początkowo nie ma miłości. Tyle że psychika ludzka jest nieodgadniona, co wykorzystuje sprytnie autorka, proponując romans nietypowy, od końca – od seksu do miłości. Bohaterowie wbrew sobie lub ku swojemu zaskoczeniu, zakochują się, komplikując fabułę powieści i jej przekaz czytelniczy. Powieść z prostego romansu erotycznego zaczęła z czasem zamieniać się w historię psychologiczną związku dwojga ludzi. Mężczyzny, który zaczyna budzić się emocjonalnie i kobiety, która zaczyna myśleć racjonalnie – To nie bohater, lecz człowiek z poważnymi emocjonalnymi ułomnościami, który pociąga mnie za sobą w ciemność. W powieści pojawiają się uczucia, których nie było na jej początku.
Ba, ja nawet wzruszyłam się zakończeniem!
To bardzo dobra powieść erotyczna (ewentualnie pornograficzna, ale w wydaniu soft) dla młodych kobiet, które mają potrzebę identyfikowania się z bohaterką podobną do nich w sferze intymnej z całym spektrum wiedzy, niewiedzy, potrzeb, emocji i wahań (sprytny zabieg wprowadzenia dialogu wewnętrznego bohaterki między libido a rozumem), opowiedziana w piękny, romantyczny, bezpruderyjny sposób z dawką racjonalnego myślenia i praktycznych umiejętności (łącznie z antykoncepcją i profilaktyką prozdrowotną) tak, jak powinno się mówić o inicjacji seksualnej młodym ludziom. Powieść edukująca i kompensująca braki wychowania seksualnego, uzupełniająca wiedzę posiadaną, odkrywająca przede wszystkim piękno i rolę seksu w życiu człowieka, popychająca do przodu w jego odkrywaniu, pokazująca całe spektrum jego nieuchwytnych, tajemniczych, niejednoznacznych odcieni szarości, a przede wszystkim burząca uprzedzenia i stereotypy na jego temat – ból nie zawsze jest tylko bólem. Na dodatek gwarantująca kameralność intymnego jej odbioru – tylko ja i książka bez konieczności patrzenia drugiej osobie w oczy.
Mogłabym zarzucić tej historii lekki idealizm (bezbolesna defloracja, bezproblemowe orgazmy i to wielokrotnie powtarzane tuż po pierwszym razie, idealny kochanek, ekstaza do utraty świadomości), ale w polskiej rzeczywistości, w której o seksie mówi się nadal, jak o owocu zakazanym albo w ogóle się nie mówi, a jeśli już to najczęściej w sposób wulgarny lub medyczny (nie dopracowaliśmy się w sferze seksualnej pośredniej nomenklatury, jak na przykład Japończycy), a w szkole nadal nie ma wychowania seksualnego (przygotowanie do życia w rodzinie to parodia!), każda taka pozycja jest dobra, zwłaszcza, że pojawia się i miłość niezbędna w rozwoju emocjonalnym człowieka, a jej ważność autorka podkreśla konkluzją bohaterki – Seks jest niesamowity, Christian jest zamożny, jest piękny, ale to wszystko bez miłości zupełnie się nie liczy… I właśnie dlatego i z tych powodów, będę nadal robić krecią robotę i podsuwać tę trylogię młodzieży, zwłaszcza że głód takich powieści przekłada się na jej ogromną popularność. Niech czytają, niech mają takie swoje pozycje na miarę ich potrzeb (czasy książek O dziewczętach dla dziewcząt pisane przez seksuologów już się skończyły), które pomogą im w mądry sposób odkryć i poznać ich sferę intymną.
Dlatego nie zgodzę się, że to prymitywna książka i głupia, bo i takie opinie słyszałam, zgadzając się z głosem młodzieży. A posłuchałam sobie bardzo dużo, w cztery oczy, nierzadko intymnie, bo ona wywołuje potrzebę mówienia, opowiadania, pytania i rozwijania tematu. Tylko kto jej chce słuchać? Kto chce odkrywać z nią granice przyjemności (teoretycznie oczywiście!), które dla każdego są inne? Kto ma odwagę, oprócz seksuologa, rozmawiać z nią o tym bez wstydu i zażenowania? Kto potrafi odkryć się przed nią z dorosłych, bo taka rozmowa tego wymaga?
Myślę, że takich osób w jej otoczeniu jest niewiele.
Dlatego nie deprecjonujmy tej książki w jej oczach, bo w ten sposób unieważniamy ich świat seksualny, a może nawet poniżamy, spychając do zachowań czytania w maskujących okładkach, bo to wstyd czytać Greya. Nie wstyd. Tak jak nie wstyd kochać się i czerpać z tego maksymalną przyjemność, według własnych potrzeb. Bo przecież przytłaczająca większość to robi, a mało kto ma odwagę w sposób mądry i odważny o tym mówić.
Nie każmy więc milczeć również książkom, bo robią za nas, wstydliwych (a może niedojrzałych?) dorosłych, kawał dobrej, nieocenionej i niedocenianej roboty.
I jeszcze jedno. Wszelkie zarzuty jakie można postawić tej książce z punktu widzenia feminizmu, zostały pięknie ukazane w Zmierzchu i filozofii w opracowaniu Williama Irwina , Rebecci Housel , J. Jeremy’ego Wisniewskiego (ten sam model związku), dlatego nie ujęłam ich w swoich wrażeniach polekturowych, bo to temat rzeka.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Pięćdziesiąt twarzy Greya [E L james]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść erotyczna

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *