Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Facebook Instagram YouTube Lubimy Czytać Pinterest

Picie – Caroline Knapp

21 marca 2019

Picie: opowieść o miłości – Caroline Knapp
Przełożyła Ewa Horodyska
Wydawnictwo Naukowe PWN , 2012 , 280 stron
Literatura amerykańska

Mam bardzo oportunistyczne poglądy na temat alkoholizmu postrzeganego jako chorobę. Zawsze buntowałam się przeciwko stawianiu go w jednym rzędzie z cukrzycą, epilepsją czy osobą chorą na raka. Zaliczałam go tak, jak narkomanię, lekomanię, nikotynizm i podobne im uzależnienia, do nałogów. Ale w swoim zapieczeniu starałam się poznać i zrozumieć argumentację drugiej strony, łudząc się, że znajdzie się wreszcie ktoś, kto mnie przekona. Sięgałam więc po literaturę, zwłaszcza autobiograficzną, osób walczących lub wychodzących z nałogu. Jakiegokolwiek. Jest jej na rynku polskim bardzo dużo. Jednak żadna z nich nie zmieniła moich poglądów. Ta, o której dzisiaj napiszę, również nie, ale… lekko je podważyła. A dokładniej – poszłam na kompromis. Dopuściłam istnienie pewnego konsensusu, który złagodził mój radykalizm, ale i nałożył więcej wymagań od osoby uzależnionej, wykorzystującej pojęcie choroby do usprawiedliwienia bezkarnego trwania w nałogu, a nawet wzbudzania litości i wyrozumiałości otoczenia dla swojej bierności. Przekonał mnie jeden, jedyny argument autorki – uwarunkowania fizjologiczne, które decydują o piciu lub nie. W to jestem w stanie uwierzyć, bo mogę odnieść to do siebie, jako człowieka odpornego na nałogi. Może zawdzięczam to właśnie uwarunkowaniom fizjologicznym i dlatego potrafię mówić „nie” lub „dość”? Być może, ale podejrzewam, że byłoby to zbyt duże uproszczenie, bo sam alkoholizm to bardzo złożone zjawisko psychosomatyczne i nie ma w nim prostych, jednoznacznych obrazów, wyjaśnień i odpowiedzi.
Autorka tych wspomnień podjęła się takiej analizy poprzez analogię do miłości. Wymieniła w niej tylko obiekt uczuć – mężczyznę na alkohol. Przyznam, że ten bardzo dobrze przemyślany zabieg, oparty przede wszystkim na emocjach, tej niezawodnej płaszczyźnie porozumienia, na której język uczuć rozumie zdecydowana większość ludzi, gwarantował poprzez autopsję lub empatię, zrozumienie procesu uzależnienia i niemożności zerwania z nim. Prawie każdy kiedyś kochał lub kocha, tkwił w toksycznym związku, cierpiał z powodu odrzucenia, przeszedł od etapu zauroczenia po żałobę rozstania. Emocje towarzyszące tym etapom autorka ukazała dokładnie takie same, jak w zakochaniu.
To dlatego opowieść zaczyna się zdaniem, jak z romansu – To było tak: zakochałam się, a potem, ponieważ ta miłość niszczyła wszystko, co było dla mnie ważne, musiałam się odkochać. Od początku, tak narzucone mi porównanie, stale odwołujące się do moich przeżytych uczuć, procentowało całkowitym rozumieniem. Nie byłam uzależniona, ale wiedziałam, co autorka ma na myśli opisując obiekt swoich tęsknot (alkohol/mężczyzna), przemożne pragnienie obecności (napić się/przytulić się),widok dobrze znajomej sylwetki (szklanej/męskiej), dźwięk (otwieranej butelki/głosu), lęk (zabraknie/porzuci), przyjemnego stanu błogości pod wpływem dotyku, smaku i spełnienia (konsumpcja/seks) czy ciągłe usprawiedliwianie (skutki uboczne/zdrada). A kiedy pojęłam, co czuła, zażądała ode mnie – a teraz go porzuć! Zerwij z nim! Natychmiast!
Ho,ho, kobieto, podeszłaś mnie, bo pierwszą myślą było – jak to tak, mam wziąć tępy nóż i tak po prostu zarżnąć tę miłość? A przecież dokładnie TO słyszą alkoholicy!
Autorce udało się uwolnić od tej toksycznej miłości, wnikliwie i analitycznie ukazując cały proces uzależnienia, tkwienia w nałogu i wychodzenia z niego, poszukując przy tym jego przyczyn. Do tego celu wykorzystała również przypadki z życia swoich uzależnionych znajomych i przyjaciół oraz konteksty medyczne, społeczne i psychologiczne odwołujące się do przerażających danych statystycznych.
Nie pomniejszając wartości poznawczych, najważniejszym przesłaniem tych bolesnych wspomnień jest jednak nie tyle obalanie mitu pijaka z patologicznego marginesu społecznego, ile ukazanie twarzy alkoholika, którym może być każdy. Autorka pochodziła z zamożnej rodziny, w której ojciec był cenionym i znanym psychoanalitykiem (sic!). Ukończyła prestiżową uczelnię i pracowała w renomowanej firmie. A przecież piła od czternastego roku życia, będąc zadbaną, atrakcyjną, inteligentną, twórczą, kompetentną (tak widzieli ją inni), później świetnie zarabiającą, zorganizowaną kobietą. Jej zmieniona chemiczna wersja twarzy i osobowości na pokaz w niczym nie przypominała alkoholika. Jak sama napisała – Wielu z nas jest fachowcami w swojej dziedzinie – lekarzami, prawnikami, nauczycielami, politykami, artystami, terapeutami, maklerami, architektami – i funkcjonujemy, lekceważąc fakt, że upijamy się co wieczór, a każdego ranka mamy kaca. (…) W rzeczywistości zapijaczone męty z rynsztoka stanowią zaledwie trzy do pięciu procent ogółu alkoholików, czyli drobny ułamek. To dlatego ta książka otwiera kampanię społeczną AlcoSfery. Picie w biznesklasie, jak przeczytałam na banderoli opasującej książkę.

 

Uważam, że bardzo trafnie organizatorzy akcji wybrali właśnie tę pozycję, wznawiając ją ponownie dekadę po pierwszym wydaniu. Książka napisana jest w sposób mądry, przemyślany, jeśli nie sprytny, kompleksowy, a zarazem analityczny delikatnie odwołując się do szerszych kontekstów, a przy tym niezwykle zmysłowo, bez zbędnego użalania się nad sobą, ukazując toksyczną grozę pułapki uzależnienia.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Picie [Caroline Knapp]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Wspomnienia powieść autobiograficzna

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *