Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Oczyszczenie – Sofi Oksanen

21 marca 2019

Oczyszczenie – Sofi Oksanen
Przełożył Sebastian Musielak
Wydawnictwo Świat Książki , 2010 , 335 stron
Literatura fińska

Początkiem wszystkiego była niespodzianka, karmiąca się ciekawością zaklętą w słowach i rządząca się zasadą zaskoczenia. Poczułam ją już na samym początku, a właściwie zobaczyłam po odchyleniu skrzydełka tytułowej okładki.

 

 

 

Kobieta, ale aż tak posunięta w swoich latach? I kilka kartek dalej motto: Ściany mają uszy, a w nich piękne kolczyki. Wpatrywałam się w jego sens przykładając do grafiki okładki, jakbym chciała zrozumieć, zobaczyć więcej, więc szybkie, niecierpliwe składanie liter i pierwszy wyczytany obraz: mucha. Mięsna. Wielka jak rzadko, głośna i ciężka od jaj.
Tak obrzydliwy początek?
Więc od nowa składanie elementów: starość, lęk, mucha, by wyłonić z nich sformatowany, nowy obraz, już nie na pięknym fiolecie, ale na sinym tle. Kolor zdegradowany do plam opadowych zwłok, wokół których krążą muchy zwiastujące nieszczęście.
I pojawiło się.
Leżało wielką niespodzianką, jedną wielką niewiadomą pod oknem Aliide, przybierając postać Zary, brudnej, w rozmazanym makijażu, w podartym ubraniu, w bamboszach, posiniaczoną, która uciekła z rąk handlarzy prostytucją, posiadającą obronny odruch na torturę podtapiania. I jeśli nawet ujawniłam tajemnicę kolejnej niespodzianki, to będzie to nadal zaledwie początek tej opowieści, w której obie kobiety to tylko część bohaterów w niej występujących. A każdy z nich skrywający swoją ponurą tajemnicę-niespodziankę, łącznie, a może przede wszystkim, z Aliide.
A wszystko tak napisane, że wysoki poziom napięcia podsycany ciekawością już na początku historii towarzyszył mi niezmiennie do ostatniego zdania, ostatniego słowa, ostatniej kropki. Trzymał bezwzględnie na krótkim pasku uwięzi nie pozwalając nawet na chwilę rozproszyć mojej uwagi, zarzucając od czasu do czasu słowa-haczyki pobudzające wyobraźnię, przypuszczenia, skojarzenia. A kiedy z podsuniętego pudełka z kokardą wyskakiwał kolejny Joker śmiejąc mi się w zdumione oczy, protestowałam: nie! Wracałam do początku zdania, by potwierdzić: tak, tak, stało się i przyłożyć w geście zdumienia rękę do czoła, czując nie tylko zaskoczenie, ale i współczucie, irytację, obrzydzenie, niechęć i stale popychającą mnie dalej nienasyconą ciekawość. Uporczywie towarzyszącą jak natarczywe muchy, krążące nad tą książką jak nad jątrzącą się, ropiejącą raną, której larwy pomagają oczyścić ją z zaszłości, z grzechów, z wyrzutów sumienia, z błędnych decyzji. Są wszędzie: pobzykują na żarówce, sypią się martwe z framugi okna, składają jaja na ścierwie, krążą wokół mięsa, zaplątują się we włosy, łażą po krwiakach spuchniętych sutków, łaskoczą w ucho i siedzą również na tylnej karcie okładki.

 

 

 

Obracam tę książkę w dłoniach, czuję ciężar opisywanych w niej czasów, jej wymiar społeczny, brzemię losów jej bohaterów. Znam już wszystkie tajemnice i mimo tego nie mogę uwolnić się od niej, od przyniesionych przez nią myśli i emocji, a napisanie o tym nie przyniosło mi ulgi, nie oczyściło mojego umysłu, nie ugasiło pragnienia.
Czy po tym poznaje się Talent pisarza?

 

Jedna z najlepszych książek czytanych przeze mnie w 2010 roku.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść społeczno-obyczajowa

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *