Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Lebensborn – Jo Ann Bender

21 marca 2019

Lebensborn: życie i miłość w III Rzeszy – Jo Ann Bender
Przełożyła Maria Jaszczurowska
Wydawnictwo Bellona , 2013 , 384 strony
Literatura amerykańska

Czuję po lekturze tej książki podwójny niedosyt. W merytorycznej warstwie jej treści – pozytywny, ale w warsztatowym jej opracowaniu – rozczarowujący.
Po Sprawczyniach Kathrin Kompisch idea eugeniki i założenia polityki rasowej w III Rzeszy były mi znane, więc czułam się przygotowana do przeczytania tej powieści. Byłam ciekawa, jak autorka przybliży ideologię tworzenia nadludzi w faszystowskich Niemczech w formie beletrystycznej, człowiekowi współczesnemu, który historię często poznaje właśnie poprzez takie opowieści obudowane wokół faktów historycznych. Wyszła z założenia, i słusznie, że ukazanie ośrodka Lebensbornu od wewnątrz i poprzez los konkretnej kobiety będzie najlepszą metodą poznania mechanizmu tego ciekawego zjawiska społeczno-politycznego w niemieckim społeczeństwie. Pierwszą połowę akcji umieściła w okupowanej Francji, tuż po wkroczeniu do niej Niemców, w malutkim miasteczku Vilapente, leżącym siedemdziesiąt pięć kilometrów na południowy wschód od Paryża, a drugą w Niemczech. Główną bohaterką historii uczyniła Francuzkę Antoinette. Członkinię francuskiego ruchu oporu, która dla dobra ojczyzny, została agentką wywiadu, podejmując się współpracy z kwaterującymi w jej mieszkaniu oficerami SS, powtarzającymi niezmiennie – Naszym patriotycznym obowiązkiem wobec Rzeszy Niemieckiej jest spłodzenie co najmniej czworga lub sześciorga potomków. Kobiety nas potrzebują. Musimy zadbać o to, by populacja Rzeszy osiągnęła liczebność i jakość, jakiej żąda Hitler. Zachęcamy czyste rasowo, niezamężne kobiety, by miały z nami dzieci. Dziewczyna, czy to pod wpływem osobistego uroku przystojnego majora Hursta, czy z obawy przed konsekwencjami odmowy, uległa i w efekcie zaszła w ciążę, trafiając do jednego z ośrodków dla samotnych, przyszłych matek, by tam urodzić dziecko Fűhrerowi jako Hanna Hurst.
Ten motyw fabuły autorka uczyniła głównym, by pokazać na czym polegała polityka czystości rasowej w Niemczech, ukazać bezgraniczne i bezkrytyczne zaufanie Niemców do Hitlera w tym zakresie, zapoznać z zasadami obowiązującymi przyszłe matki już w ośrodku i panującymi w nim obyczajami łącznie z ideologicznym szkoleniem, przemycającym w subtelny sposób propozycje eutanazji, zasłaniając się oficjalną polityką zezwalającą na usankcjonowane zabójstwa. Aż tak daleko w szczegółach moja ogólna wiedza nie sięgała, więc miałam problemy z rozróżnieniem fikcji od faktów. Ta niedogodność zmusiła mnie do poszukania książki popularnonaukowej, która jednoznacznie rozwiałaby moje wątpliwości.

 

Zaspokoiła niedosyt, uzupełniając i poszerzając moją dotychczasową wiedzę. Lubię takie pozycje, którą okazują się zaczątkiem dalszych poszukiwań czytelniczych.
Ale pozostał niedosyt rozczarowujący warsztatem literackim.
Przede wszystkim uderzył mnie silnie odczuwany dydaktyzm opowieści. Wstawki wyjaśniające lub tłumaczące realia okupacji, przeznaczone, w moim odczuciu, dla osób niezorientowanych w tematyce, raziły mnie encyklopedycznością. Fabuła przypominała bardzo dobrze wykreowane obrazy konkretnych wydarzeń, z wartką akcją, ale bez zachowania płynności w przejściach między nimi, ze stylem narracji pełniącym rolę fastrygi. Tam gdzie zabrakło chęci, wyobraźni do tworzenia opisów, pojawiało się jedno pojemne zdanie. To właśnie z tego powodu zakończenie wręcz mnie sfrustrowało, ponieważ przypominało szybkie, podsumowujące zakończenie z bajki dla małych dzieci. Tak, jakby autorce nie chciało się już dalej opowiadać. Ale sprawiedliwie przyznaję, że najważniejsze wątki dokończyła w epilogu. Do tego dochodziły sztucznie brzmiące dialogi z nadmiarem słów „ach” i „och”, kojarzących mi się z dziewiętnastowiecznymi powieściami o wyższych sferach. Miałam również wrażenie nierealności niektórych sytuacji, jak przechowywanie angielskiego lotnika przez Antoinette w piwnicach budynku Lebensbornu, obok tajemniczej siedziby spotkań dla wybranych, niemieckich oficerów z Himmlerem, tworzących jego tajny zakon SS albo sprowadzenie ludzkiego strachu przed akcją do podniecenia seksualnego wywołującego u mężczyzn erekcję z komentarzem jednego z nich, który wprowadził mnie w osłupienie – Zdecydowanie powinienem się częściej bać. Jest w strachu coś podniecającego…
Być może taka forma przekazu, szybka, skondensowana, informacyjna, zaledwie zarysowująca w tle rzeczywistość wojenną, ale z rozbudowanymi najważniejszymi scenami, trafi do czytelnika amerykańskiego lub do odbiorców z młodszych pokoleń, ale do mnie, czytelniczki mającej za sobą wiele doskonałych „piór” i autentyczne wspomnienia świadków wojennych czasów, to za mało.
Niedosyt głównego wątku mogę z łatwością uzupełnić, ale niedosyt estetyczny i emocjonalny przekazu, już nie.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Wszystko

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *