Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Labirynt Kości – Rick Riordan

21 marca 2019

Labirynt Kości – Rick Riordan
Przełożyła Grażyna Smosna
Wydawnictwo Initium , 2012 , 240 stron
Cykl 39 Wskazówek ; Tom 1
Literatura amerykańska

Znany autor książek dla młodzieży (Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy, Kroniki Rodu Kane, Olimpijscy Herosi) tym razem wymyślił wielką przygodę z ostrą rywalizacją, a w rywalizacji o cokolwiek, zawsze trzeba sobie wybrać drużynę, której się kibicuje z ogromnym sercem, zapałem, oddaniem, zacięciem i poświęceniem. Ja zawsze staję po stronie słabszego. Nie dlatego, że mam tak nadmiernie rozwiniętą potrzebę pomagania i opieki nad słabszymi tego świata, ale dlatego, że wysiłek włożony przez taką drużynę w osiągniecie celu, jest o wiele większy, walka trudniejsza, a zwycięstwo bardziej słodkie, satysfakcjonujące i przyjemniejsze. O ile oczywiście drużyna zwycięży. A jeśli nie, to samo kibicowanie słabszemu dostarcza więcej emocji niż zwycięskiemu pewniakowi.
Autor chyba wiedział, że istnieją tacy czytelnicy, jak ja, wybierający sobie tak przekornie faworytów, bo postarał się, żebym została kibicem rodzeństwa Cahillów. Czternastoletniej Amy i jedenastoletniego Dana. Sierot wychowywanych przez cioteczną babcię Beatrice, traktującą ten obowiązek jak dopust boży, na odległość i poprzez wynajmowane opiekunki. Zdani wyłącznie na własne siły, będąc niepełnoletnimi, bez zaplecza finansowego, wsparcia i opieki życzliwych dorosłych, zdecydowali się na przygodę swojego życia. Zamienili dwa miliony dolarów, odziedziczone po właśnie zmarłej i ukochanej babci Grace, na papierowy kartonik z jedną wskazówką, otwierającą im drogę do udziału w fascynującej, ale i niebezpiecznej grze, w której stawką było nawet życie, a wygraną sekret, czyniący zwycięzcę wyścigu najpotężniejszym i najbardziej wpływowym człowiekiem na świecie.
Pomyśleć – DWA MILIONY DOLARÓW, za coś tak małego, kruchego, niepewnego z bardzo enigmatycznym i niewiele mówiącym zdaniem!

 

 

I wcale nie zdradzam tutaj żadnej tajemnicy, bo założę się, że nikomu to zdanie nic nie powie tak, jak nie powiedziało uczestnikom gry. Nic dziwnego, że wielu ze zgromadzonych członków rodziny, po odczytaniu testamentu i warunków udziału w zadaniu, po prostu wzięło milionowe czeki i opuściło salę reprezentacyjną posiadłości babci Grace. Ale byli i tacy, którzy, z różnych powodów, podjęli to wyzwanie, tworząc sześć drużyn. Silnych zespołów, o wiele lepiej przygotowanych do rywalizacji niż siódma drużyna rodzeństwa. Dwuosobowy zespół Amy i Dana, na tle pozostałych uczestników, teoretycznie nie miał żadnych szans! I to mi wystarczyło, żebym została jego fanem, wiernym kibicem i nieformalnym, mentalnym trzecim członkiem teamu ze stale rosnącą sympatią do dzieciaków w miarę odkrywania przez nich kolejnych podpowiedzi, prowadzących do następnej, cennej wskazówki. Pierwsza zaprowadziła ich do miasta zbudowanego na katakumbach, a rozgryzienie tajemniczo brzmiącego zdania, nie było takie proste i łatwe. Jeszcze trudniejsze okazało się unikanie pułapek zastawionych przez pozostałe drużyny, które stosowały wszystkie niedozwolone chwyty, by wyeliminować rywali. Próby spalenia, zasypania, zabetonowania czy otrucia mnożyły się w zastraszającym tempie, a mimo to, moja drużyna była szybsza, sprytniejsza, inteligentniejsza i bystrzejsza, dzięki kilku cechom, których brakowało innym – współczuciu, uczciwości i nieumiejętności krzywdzenia innych. Nie wiem, czy udział w grze zniszczy te zalety. Przekonam się o tym z czasem. Na razie nauczyli się nie ufać nikomu i opiekować się sobą wzajemnie, tworząc zgrany, uzupełniający się duet. Dzięki temu udawało im się uciec przed wieloma niebezpieczeństwami i zasadzkami spotykanymi a to w posiadłości babci Grace, a to na cmentarzu, a nawet w tytułowym Labiryncie Kości. A wszystko to w poszukiwaniu takich podpowiedzi jak ta, w postaci magicznego kwadratu z brakującymi trzema liczbami:

 

 

To dzięki takim zamaskowanym zagadkom-kluczom, a było ich więcej, mogłam aktywnie uczestniczyć w poszukiwaniach kolejnej wskazówki, rozwiązując je samodzielnie, zanim prawidłowy wynik podał Dan. To on był geniuszem matematycznym w tym duecie. A wysiłek intelektualny i tempo wyścigu były dosyć duże, bo na dzieciaki i pozostałych uczestników gry czekało jeszcze, oprócz otrzymanej pierwszej, 38 pozostałych wskazówek.
Ale to nie koniec przygody!
Na tylnej okładce znalazłam informacje, że gra została przeniesiona do świata wirtualnego, w której można zdobyć atrakcyjne nagrody.

 

 

Weszłam więc na podaną stronę gry i już miałam się zarejestrować, kiedy pomyślałam, że dobrze byłoby zajrzeć najpierw do regulaminu. I całe szczęście, że to zrobiłam, bo w nim (bardzo krótkim!) przeczytałam, że każdy może wziąć w niej udział, ale gra przeznaczona jest przede wszystkim dla określonej grupy wiekowej – 7-16 lat. Musiałam zdusić w sobie chęć przygody na rzecz dzieciaków. Przecież nie będę im robić konkurencji i zabierać nagrody sprzed nosa. Bardzo żałowałam, że moja zaprzyjaźniona młodzież nie mieści się w tym przedziale wiekowym, zazdroszcząc tym, którzy posiadają dzieci w tym wieku.
Takie połączenie książki z grą wirtualną to bardzo dobry sposób na rozczytywanie młodzieży, bo żeby grać, trzeba czytać poszczególne tomy. A docelowo ma być ich w sumie 10.
Pomysłowy prezent na zbliżający się Dzień Dziecka!

 

 

A tak zachęca do czytania i grania trailer cyklu.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Dla młodzieży

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *