Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Jesień – Jan Tomkowski

21 marca 2019

Jesień – Jan Tomkowski
Wydawnictwo Arkady , 2018 , 366 stron
Literatura  polska
    

   Tytułowa jesień to pojemne słowo w tej powieści.

   Punkt wyjścia do rozważań – jesień życia, schyłek epoki ludzkości, zmierzch cywilizacji ziemskiej i wreszcie prozaiczna pora roku, w której dzieje się akcja. Też przemijająca. Jak życie bezimiennego, głównego bohatera a zarazem narratora. Uważnego obserwatora otoczenia, któremu wszystko jedno, co się stanie z nim i ze światem. Żyje przypadkowo i bez sensu, do którego pasuje imię Inercja. Przynajmniej tak go na własny użytek nazwałam. Jest świadkiem zmian, w które był lub jest zaplątany. Częściej wbrew sobie niż z własnej, nieprzymuszonej woli. Wytrwały w postawie biernej wobec wszystkich zjawisk go dotykających, sporadycznie aktywując się, gdy robienie głupstw jest szansą na walkę z nadciągającą starością.

   Dużo za to myśli.

   W przeciwieństwie do działań, jego umysł wypełnia rwący nurt opowieści, ocen, przedstawień ubranych w długie, wielokrotnie złożone, potoczyste zdania erudyty. Pełne dygresji, impresji, nawiązań, polemik, parafraz literackich, korelacji, przeskakujących z tematu na temat i rozchodzących się na skrzyżowaniach czasów. Wypełnionych wątkami, luźno lub w ogóle niesplecionych ze sobą, za to zaczętych, niekontynuowanych, ale zawsze zakończonych. Pan Inercja wypełnia je treściami zaczerpniętymi z przebogatej wiedzy dotyczącej muzyki, sztuki, literatury i filozofii. Te na poły wspomnienia, a trochę zwierzenia są podsumowaniem nie tylko życia jego i jemu najbliższych, ale również społeczeństwa, w którym funkcjonuje. Także zjawisk socjologicznych i psychologicznych w nim zachodzących, nadinterpretowanych, by w ten sposób podkreślić ich absurdalność, widzianą jako normę. Tych prozaicznych, indywidualnych dylematów dotyczących człowieka i niszczących jego psychikę, ale i tych obejmujących ogół ludzi, degenerujących społeczeństwo, któremu nie wiadomo o co chodzi, maszerującym, pląsającym i człapiącym w zwartej kolumnie, to znów rozłażącym się na boki, niezmiennie rozpieranym pragnieniem, by zobaczyło ich popisy całe miasto. A jednak szli – posuwali się jakoś naprzód w nieznanym celu, bez jakiejkolwiek intencji, niezdolni do oporu, posłuszni prawu liczby nakazującemu uszanować wolę większości. Marszu tak podobnym i świadomie nawiązującym w opisie do chocholego tańca Stanisława Wyspiańskiego. Zawsze wychodzącym kierunkiem akcji z teraźniejszości do przeszłości. Nigdy w przyszłość, która jest szarą dziurą.

   Pan Inercja ma powód!

   W kierunku Ziemi zmierza asteroida, która zakończy jej istnienie. Spowoduje koniec świata. Narrator wykorzystuje zbliżającą się zagładę do ukazania różnych postaw ludzi wobec nadchodzącej apokalipsy. Dosłownie i metaforycznie. Od wyparcia i ignorancji poprzez wykorzystanie do własnych celów aż do anarchii. Od czarnowidztwa po radosny optymizm.

   Koniec świata to tylko pretekst do nakreślenia ram schematu akcji, które autor wypełnił socjologiczną, psychologiczną i kulturową diagnozą kondycji współczesnej cywilizacji, człowieka i ludzkości, która nie rozumie otaczającego go świata. W swej inercji, której jednostkowym uosobieniem jest narrator, nie zadaje sobie wymagającego trudu zgłębiania własnej duszy z rajem na dnie, tęskniąc do niewymagającej powierzchowności i łatwej prowizoryczności w każdej dziedzinie życia.

   Przekaz wymagający w odbiorze.

   Zmuszający do zamyśleń, kontemplacji, wolnego czytania, by przyswoić sobie nie tyle wątki, co przebłyski myśli, okruchy impresji, strzępki idei umieszczanych gęsto w tekście i bez związku z innymi. Ten charakterystyczny strumień myśli, jako styl narracji autora, poznałam już w powieści Nie ma Pauliny. Tutaj ze względu na obszerną tematykę, autor problemy i zagadnienia tylko zasygnalizował, wskazał, wypunktował, podkreślił do dyskusji, refleksji, analizy, zastanowienia się. To literacka wersja alarmistycznych publikacji popularnonaukowych takich, jak Zaginione Miasto Boga Małp Douglasa Prestona, Upadek Cywilizacji Zachodniej Naomi Oreskes i Erica M. Conwaya czy Epoka człowieka Ewy Bińczyk. Proza, która przypomniała mi przygodę z Ulissesem Jamesa Joyce’a.

   Dla wybranych.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść filozoficzna

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *