Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

I była dzielnica żydowska w Warszawie – Władysław Bartoszewski , Marek Edelman

21 marca 2019

I była dzielnica żydowska w Warszawie: wybór tekstów – Władysław Bartoszewski , Marek Edelman
Wydawnictwo Naukowe PWN , 2010 , 372 strony
Seria Literatura Faktu PWN
Literatura polska

Czytając zbeletryzowane powieści, których akcja toczy się w warszawskim getcie takie, jak Żydówka Noemi Jerzego Stegnera, zawsze zastanawiałam się ile w nich prawdy? Jak odróżnić fikcję literacką od faktów, na których opierają się pisarze wykorzystujący tło wojenne do snutej fabuły? Brakowało mi całościowego, obiektywnego obrazu historii getta żydowskiego w Warszawie w szerszym kontekście, postaw Polaków czy ówczesnej polityki innych państw. Obraz ten dodatkowo zamazywał żal i pretensje zarówno Żydów do Polaków o brak poparcia, pomocy, kolaborację na ich szkodę, Żydów do świata o milczenie w obliczu zagłady narodu żydowskiego i wreszcie Żydów do samych Żydów o bierność, brak oporu, o uległość wobec Niemców. Trochę się w tym gubiłam, by po lekturze tej książki zrozumieć dlaczego. Czytane przeze mnie dotychczas pozycje prezentowały jeden pogląd, jedną rację, czasami forsowaną przez autora jako jedynie słuszną, jedną postawę wobec sytuacji getta warszawskiego i jej mieszkańców, uniemożliwiając mi wypracowanie jednoznacznego, w miarę obiektywnego poglądu popartego bezspornymi faktami.
I oto nareszcie otrzymałam książkę zawierającą wspomnienia wraz z ilustrującymi te słowa przedrukami dokumentów historycznych w postaci obwieszczeń, raportów, odezw, meldunków, przemówień, deklaracji, oświadczeń, sprawozdań polskich, niemieckich i żydowskich, świadków tamtych wydarzeń: zakładania, funkcjonowania i likwidowania getta warszawskiego w latach 1940-43. Wspomnienia dwóch mężczyzn, przedstawicieli dwóch narodów:

 

 

Żyda, socjalisty, członka Bundu, mieszkańca getta, uczestnika akcji zbrojnej ŻOB w getcie warszawskim i Polaka, członka Rady Pomocy Żydom, mieszkańca strony aryjskiej skonfrontowanych w jednej publikacji, ale w tamtych czasach stojących po różnych stronach muru getta i mających inny ogląd (co nie znaczy różny) na tę samą sprawę. Ta wspólna wymiana wspomnień, myśli, ocen dała mi gwarancję obiektywizmu, ugruntowania faktów w szerokim kontekście historyczno-politycznym, a przede wszystkim wypracowania własnego poglądu na ten trudny i bolesny dla obu stron temat.
I tak jak zawiła jest historia, w której nic nie jest tylko czarne lub tylko białe, tak i w tym przypadku prawda leży pośrodku. Wielka, milcząca, wstydliwa, rozciągająca się od skrajnych postaw Polaków-kolaborantów denuncjujących Żydów do Polaków-altruistów oddających życie za pomoc Żydom, indywidualną lub zorganizowaną poprzez ogniwa Rady Pomocy Żydom, poprzez pomoc zbrojną AK czy akty prawne potępiające donosy i wykonujące wyroki śmierci na kolaborantach. Ale te postawy stanowiły niewielki statystyczny ułamek ówczesnego społeczeństwa polskiego. Pomiędzy tymi dwiema moralnymi skrajnościami rozciągała się ogromna przestrzeń nijakości. Milcząca obojętność zarówno Żydów, którzy nie byli w stanie uwierzyć w hitlerowską politykę eksterminacyjną ich narodu, że można ludzi mordować za to, że mają taki, a nie inny kolor włosów czy oczu, za to, że są innego pochodzenia, odrzucający ludobójczą prawdę, poddający się ufnie polityce niemieckiej. Polaków sterroryzowanych przez niemieckiego okupanta karą śmierci za udzielanie jakiejkolwiek pomocy Żydom i ograniczonymi możliwościami pomocy zbrojnej bojownikom ŻOB po wyniszczających walkach wrześniowych z niemieckim najeźdźcą, ale przede wszystkim inercją świata. Ówczesnych państw koalicyjnych odrzucających doniesienia i raporty dostarczane przez polskich i żydowskich agentów z okupowanej Polski początkowo jako trudne do uwierzenia, by potem problem zbywać obietnicą kary po zakończeniu działań wojennych.
Nie ma jednego winnego. Są nimi wszyscy ci, którzy byli obojętni na ówczesne zło. Dwadzieścia lat po wojnie tę moją konkluzję ubiera w dosadniejsze słowa ówczesny sekretarz Światowego Komitetu Koordynacyjnego Bundu w Nowym Jorku: Tym samym świat nieżydowski ponosi współodpowiedzialność za los sześciu milionów Żydów.
Ta książka to też swoiste przesłanie obu autorów poprzez słowa Marka Edelmana cytowane przez Władysława Bartoszewskiego: Jeśli się przyglądasz złu i odwracasz głowę, albo nie pomagasz, kiedy możesz pomóc, to stajesz się współodpowiedzialny. Bo twoje odwrócenie głowy pomaga tym, którzy dopuszczają się zła. Którzy w imię obrony cywilizacji, chrześcijaństwa i walki z bolszewizmem, jak argumentowali Niemcy swoje zbrodnicze działania, przy wymownej bierności przyglądającemu się światu, meldowali jednocześnie przełożonym: „Es gibt keine judisches Wohnbezirk in Warschau mehr!”(Nie ma już dzielnicy żydowskiej w Warszawie), pozostawiając za sobą pustynię gruzów i ponad 56 tysięcy zgładzonych istnień ludzkich:

 

 

Ale dzielnica żydowska istnieje nadal w przestrzeni historycznej, w świadomości moralnej jak wyrzut sumienia, w sercu każdego nieobojętnego człowieka, czy chociażby na takich mapach jak tej umieszczonej na wyklejce książki:

 

 

W środku której, znajduje się Muzeum Więzienia Pawiak, miejsce kaźni zarówno Żydów jak i Polaków. Zbezczeszczenie stojącego tam drzewa-pomnika odebrałam jak cios w serce. Nie chcę być obojętna tak, jak ten, który to uczynił, bo zdolność do przeciwstawiania się złu nie wynika z wiedzy o istnieniu zła, ale z kondycji moralnej każdego z nas, jak pisze Władysław Bartoszewski.
Mam nadzieję, że kradzież napisu znad oświęcimskiej bramy obozowej i zniszczenie pomnika przy Muzeum Więzienia Pawiak to incydenty, że kondycja moralna moich rodaków pozwala na ocenę skutków takich czynów, na reakcję. Staram się nie być gapiem i najlepiej jak potrafię rozmawiam, uczulam, wyjaśniam, polecam między innymi takie książki i piszę o tym również tutaj.
Obojętność zabija.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Wspomnienia powieść autobiograficzna

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *