Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Hodowca świń – Anna Zacharzewska

21 marca 2019

Hodowca świń – Anna Zacharzewska
Wydawnictwo Burda Książki , 2017 , 400 stron
Literatura polska

   Mordor, kotłownia, korpo…

   To potoczne określenia miejsca, w którym za fasadą murów eleganckich firm, bez względu na to, czy z maszyn produkcyjnych schodziły pakowane próżniowo kiełbasy, batony, napoje gazowane czy proszki albo usługi niematerialne, w kancelariach, spółkach doradczych i mediach, zawsze kotłują się emocje oparte na nieformalnym, patologicznym kodeksie zachowań, prowadzące do trzęsących się dłoni, nerwowych biegunek, bezsenności, szykan, leków antydepresyjnych, poniżających oskarżeń, docinków, złośliwych sugestii, chorób psychosomatycznych, bezpodstawnego, ale celowego pomniejszania kompetencji, publicznego podważania poczucia własnej wartości, gier salonowych, korytarzowych plotek, napuszczania jednego na drugiego, donosicielstwa, wszędobylskich podsłuchów i szczurzej walki o prymat. Emocji zmierzających nieodmiennie do tego, by poddany ich presji pracownik pracował coraz więcej i więcej.

   Bardziej!

   To w takim brutalnym i bezwzględnym środowisku, o wypaczonych wartościach moralnych, autorka osadziła akcję tego thrillera. Zaczęła mocno, bo od… morderstwa, po którym jeden z bohaterów zadał ważne pytania – Czy zezwierzęcenie mogło postępować tak szybko? W kilka dni przekształcić cywilizowaną osobę w niezważającego  na nic potwora? Ludożercę, dzikusa, oprawcę?

   Czy mordercy byli bestiami?

   Na te pytania autorka nie odpowiedziała wprost. Stworzyła analityczną psychologicznie fabułę osadzoną w środowisku korporacyjnym branży mięsnej, abym mogła na te pytania odpowiedzieć sobie sama. Nie ułatwiała mi zadania. Każdego z bohaterów ukazywała całościowo, wędrując z narratorem zewnętrznym od postaci do postaci, zarówno w miejscu pracy, jak i w domu każdego z nich. Podzielone życie między rodziną a firmą, podwójna osobowość dla bliskich i ludzi z biura, stała walka między pragnieniami osobistymi a potrzebami innych, sprowadzały się do niewolniczej pracy odzierającej ich z godności i zdrowia. Obowiązków opartych na strategii szefa-tyrana doprowadzających zaszczuwaną ofiarę do przekonania, że jest pozbawionym wszelkiej wartości kretynem, nieudacznikiem, który nie potrafi zrobić dobrze niczego. Do obrazu nieszczęśliwego, schorowanego lub uzależnionego człowieka szarpiącego się życiem. A mimo to, a może właśnie dlatego, zespół menadżerów – Piotr, Daniel, Marcin, Paweł, Barbara, Pola i Lena – zgodził się na wyjazd integracyjny zaproponowany przez prezesa firmy – Rafała. Szef miał jeden cel wobec swoich pracowników – udowodnić im, że nie tworzą zgranego zespołu, by pracować lepiej i bardziej. Że w sytuacji zagrożenia, które miał zamiar im stworzyć, zapomną o ideałach, moralności i człowieczeństwie i zaczną odgryzać sobie uszy i ogony, niczym świnie. Chciał ich zmusić, by docenili to, co im dawał. Chciał pokazać im miejsce w szeregu, uzmysłowić jacy są słabi, udowodnić swój prymat nad grupą. Oczywiście metodami brutalnymi, wręcz surwiwalowymi, które, każdego z uczestników wyjazdu na wiejską farmę świń, skazywały na pobyt z dala od ludzi, brak jedzenia i łączności ze światem. Zdawały tylko na siebie i swój kręgosłup moralny, który, pękając powoli, doprowadzał do skrajnych i ekstremalnych myśli, potrzeb i zachowań, zdejmujących maskę człowieka i ukazujących twarz świni niczym w orwellowskim folwarku zarządzanym przez zwierzęta, w którym wszystkie były równe, ale niektóre równiejsze. Zwłaszcza świnie wiodące prym w wypaczaniu zasad. Ostatecznie Rafałowi udało się, aby zapomnieli o ludzkiej naturze i zeszli na poziom instynktu przetrwania, który okazał się konsolidacyjny dla zespołu, ale zabójczy dla szefa.

   I o tym naprawdę jest ta opowieść.

   O sadystycznej manipulacji psychiką ludzką i niebezpiecznych skutkach dla stosujących ją ludzi władzy. O braku wyczucia granicy jej przekraczania lub nadużywania. O zjawisku zniewolenia człowieka w jej imię. Nie przeraziła mnie ukazana w powieści żądza pieniędzy i władzy, ale jej mordercze skutki. W powieści prawdopodobne, ale sygnały do nich prowadzące już nie. One są jak najbardziej realne i zaczerpnięte prosto z rzeczywistości funkcjonującej w każdej korporacji. Wszystkie płaszczyzny powieści (psychologiczna, filozoficzna, obyczajowa, moralna) mają swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości. Autorka niczego nie wymyśliła. Nie musiała. Czerpała wiedzę z autopsji, ponieważ pracowała jako ekonomistka i finansistka przez 17 lat w międzynarodowych korporacjach. Bardzo dobrze wiedziała o czym pisze i jak ma to przekazać, bym poczuła się w środku wydarzeń. Potwierdzenie realności patologicznego problemu powieści odnalazłam w artykule Korporacja odziera z godności? To dżungla pełna dzikich zwierząt pokazującym na filmie nagranym telefonem nie tylko nagą (dosłownie!) prawdę  z „kotłowni”, ale i próbującym również znaleźć tego przyczynę.

   Nie odpowiedziałam sobie na postawione na początku pytania.

   Ostatecznie nie o ocenę zachowań bohaterów powieści w niej chodzi, ale o postawienie siebie w ich sytuacji i dokonanie wyboru między życiem w zgodzie ze sobą, ale z brakiem poczucia stabilizacji finansowej a upodlającą i wyniszczającą psychicznie i fizycznie pracę, ale dającą komfort, spokój, bezpieczeństwo i ciepełko finansowe. Między być a mieć. Bohaterowie mają tylko zobrazować skutki drugiego wyboru i pomóc odpowiedzieć sobie na kluczowe pytanie.

   Czy było warto?

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Hodowca świń [Anna Zacharzewska]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Kryminał sensacja thriller

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *