Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Dom nad jeziorem smutku – Marilynne Robinson

21 marca 2019

Dom nad jeziorem smutku – Marilynne Robinson
Przełożył Wojciech Fladziński
Wydawnictwo M , 2014 , 212 strony
Literatura amerykańska

Mówią, że nie miejsca, a ludzie tworzą atmosferę i historię.
Są jednak wyjątki. Istnieją takie miejsca, które przyciągają ludzi. O takim właśnie magnetycznym zakątku gdzieś w stanach opowiada narratorka tej opowieści – Ruth. O miejscu wyjątkowym pod każdym względem, obok którego toczyło się życie mieszkańców pobliskiego miasteczka – Fingerbone.
O jeziorze – ukrytym, bezimiennym i czarnym jak smoła.
To w nim kończyło się życie wielu ludzi i to nad nim rodziło się nowe. Jednak piętno śmierci nagłej przeważało, przyciągając do siebie potencjalne ofiary. Przenikało swoim zapachem i smakiem powietrze, zmuszając wdowy do opuszczania domów, bo nie mogły już znieść ani zapachu, ani smaku, ani widoku jeziora. Roztaczało wokół siebie niewidzialną mgłę smutku wsączającą się w umysły i serca mieszkańców, wyróżniających się spośród innych intensywnym poczuciem samotności, wysoką liczbą morderstw i żarliwością religijną w najpełniejszej i najrzadszej postaci. Paradoksalnie to ostatnie nie wpływało na obniżenie poziomu morderczych skłonności mieszkańców Fingerbone i okolic. Raczej zaostrzało ostracyzm społeczny. Zwłaszcza wśród kobiet ogarniętych misją spełniania dobrych uczynków. Kolejne pokolenia dziedziczyły aurę jeziora w genach, wyznaczającą im drogę życiową.
Jedną z takich rodzin obarczoną smutnym dziedzictwem była rodzina Ruth. Śmierć jej dziadka w mrocznych głębinach jeziora, wraz z pozostałymi pasażerami przejeżdżającego nad nim pociągu, na zawsze zmieniła życie, a potem wpłynęła na losy jego trzech córek. Każda próbowała na swój sposób uciec od ciężkiego, przygniatającego, kaleczącego ich smutku. Sylvie poprzez ciągłe wędrowanie po USA. Molly poprzez ucieczkę na koniec świata do pracy misyjnej w Chinach. Helen poprzez zanurzenie się w kuszącej ciemności jeziora, mając nadzieję na rozpłyniecie w niej wszystkiego, co przygważdżało boleśnie jej duszę do rzeczywistości. Ostatnia z sióstr zostawiła swoje dziedzictwo przeszłości, dosłownie i w przenośni, w swoich dwóch córkach – młodszej Ruth i starszej Lucille. Wychowywane najpierw przez babcię, potem siostry babci, a na koniec siostrę ich matki – Sylvie.
To głównie wokół życia tej trójki, dorosłej kobiety i dwóch nastolatek, toczyła się większa część fabuły. Na próbie podołania roli opiekunki dziewczyn przez wagabundkę zmuszoną do osiadłego trybu życia. Na poszukiwaniu własnej drogi przez dwie siostry, które ostatecznie wybierają je bardzo różne. Lucille zgodną z normami i zasadami życia mieszkańców miasteczka, a Ruth zgodną z sumieniem kochającym wolność i prawo do przeżywania smutku. I chociaż każda z nich we własnym mniemaniu wybrała, jak pokolenia wcześniejsze, najlepszą dla siebie drogę, to jednak nie znalazły na niej tego, czego szukały – szczęścia.
Utonęło na zawsze z dziadkiem i Helen.
Jezioro samym swoim istnieniem nie pozwalało zapomnieć Ruth, która mówiła – Nie mogę spróbować wody z jeziora bez jednoczesnej refleksji, że jego serce jest sercem mojego dziadka, a jego cielsko, ciemne i przytłaczające, krępowało ruchy mojej matki, zatrzymało jej oddech i zamknęło oczy.
Nastrój przygnębienia, rozkładu, ostateczności, zanikania, odchodzenia czułam na każdej stronie. W myślach bohaterów, w ich zachowaniu i codziennych rytuałach, w dialogach i poglądach na życie, w desperackich wyborach, a nawet w opisach miejsc wydarzeń. Te ostatnie były przepiękne w swojej nostalgii, tajemniczości i grozie potęgi żywiołu niosącego zagrożenie i niebezpieczeństwo. Jezioro przyciągało nie tylko smutkiem, ale i niezwykłą urodą o każdej porze dnia i roku. A wszystko to dzięki zmysłowemu, metaforycznemu, poetyckiemu językowi narracji i stylowi autorki, o którym znana noblistka napisała:

 

Przychylam się do tej bardzo trafnej opinii, dodając – powolność czytania wymuszało nie tylko piękno języka i umiejętność kunsztownego tworzenia urokliwych obrazów w mojej wyobraźni, ale również treści filozoficzne. I o ile na początku nie było ich dużo, bo autorka skupiała się przede wszystkim na budowaniu przeszłości bohaterek, o tyle pod koniec bardzo zagęściły treść. Akcentowała je wyraźnie w wewnętrznych wywodach myślowych kobiet, nie dając mi szansy na niezauważenie przemycanego przesłania. Tę filozoficzną warstwę, która, ku końcowi, coraz wyraźniej przebijała się przez fabułę, podkreślało używanie pojęć wyraźnie odstających od języka literackiego, a charakterystycznych dla języka naukowego – immanentnie, byt, niebyt.
Jednak pomimo wszechobecnego smutku w tej powieści, nie poddałam się mu. Jezioro było dla mnie metaforą życia, które zalewa nas, jak potop. Komuś zagubionemu na wodzie każde wzgórze wydaje się Araratem. A poniżej jest zawsze nagromadzona przeszłość, która nie odchodzi, ale nie znika, ginie, ale zostaje. To od człowieka zależy, czy pozwoli przeszłości na wciągnięcie w jego odmęty i rozpuszczenie swoich problemów w jego ciemności, czy na wyniesienie i unoszenie się na jej powierzchni. Jezioro było dla mnie również przypomnieniem, że przemijanie jest nieodłączną i stałą cechą życia. Że wszystko, co nas otacza, jest nietrwałe. Ulega śmierci i rozkładowi. Wyparcie ich istnienia ze świadomości i zbyt silne przywiązanie do wartości przemijalnych nie tylko boleśnie rani, ale nawet zabija. Najpierw duszę, a potem ciało. Przemijanie, jakkolwiek byśmy się przeciwko temu buntowali, wypierali ze świadomości i wyrzucali z życia, ma sens i, wbrew pozorom, urodę.
Zapraszam nad jezioro przepiękne w swoim smutku – ciepłe, spokojne, płodne, obfite, dostojne, gdzie słońce odparowuje wodę w światło.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść społeczno-obyczajowa

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *