Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Cuda natury – Ludmiła Sojka , Jacek Bronowski

21 marca 2019

Cuda natury: najpiękniejsze miejsca świata – Ludmiła Sojka , Jacek Bronowski
Wydawnictwo Dragon , 2010 , 111 stron
Literatura polska

Moja zaprzyjaźniona młodzież przyszła pochwalić się nagrodą książkową, jaką otrzymała na zakończenie nauki szkolnej na poziomie ponadgimnazjalnym. Spodziewałam się radosnej, uśmiechniętej twarzy, ale już z daleka dostrzegłam naburmuszoną minę. Nie była zadowolona z nagrody, bo dostała „głupią książkę”. Byłam bardzo ciekawa, jak wygląda takie kuriozum, bo jeszcze, jak długo żyję i czytam, nie widziałam głupiej książki, więc pożyczyłam sobie ją na jeden wieczór i… odpłynęłam! W najpiękniejsze miejsca Ziemi ukształtowane, wyrzeźbione, wypiętrzone, stworzone siłami natury przez wiatr, wodę, wulkan, a nawet meteoryt. Pokazane, po rozłożeniu albumu, w formacie zbliżonym do A3, dzięki czemu zdjęcie główne nadawało krajobrazowi wrażenie bezkresu przestrzeni i głębi, a towarzyszące mu zdjęcia mniejsze przybliżały szczegóły, ukazywały kontekst geograficzny lub zmienność kolorystyki uzależnionej od pory dnia i położenia słońca.

 

 

Kolejność prezentacji tych przepięknych miejsc wyznaczały kontynenty, anonsowane takimi krajobrazami:

 

 

W rogu każdego przedstawianego cudu natury umieszczono krótką, zwięzłą, ale wyczerpującą informację o położeniu geograficznym zjawiska, lokalizacji, pochodzeniu, a nawet możliwości zwiedzania.
Siedziałam w wieczornej ciszy i chłonęłam te krajobrazy niczym obrazy z innej planety, a język je opisujący (kaldera, fumarole, mogoty, erozja eoliczna, zjawiska krasowe i wiele, wiele innych) pogłębiał to wrażenie świata spoza Ziemi.

 

 

Aż trudno było mi uwierzyć, gdyby nie namacalny dowód w dłoniach, że tak można ujrzeć miejsce dla innych zwykłe i powszednie. Dostrzec unikatowość tego, co istnieje codziennie.
Ale nie na stałe, nie od zawsze i na zawsze.
Ukazane zakątki naszej planety ulegają ciągłym zmianom. Znikają powoli jak Archipelag Malediwów pod wodami podnoszącego się poziomu oceanów. Przesuwają swoje położenie jak próg wodospadu Niagara pod wpływem erozji wodnej. Zmieniają kształty jak meandry rzeki Amazonki. Ulegają niszczeniu przez człowieka jak Pammukkale w Turcji:

 

 

Ta zmienność ponagla, by wybrać się i ujrzeć to, co za jakiś czas będzie wyglądało trochę inaczej lub zniknie zupełnie. Niestety, nie wszystkie te przepiękne miejsca można zobaczyć osobiście. Wejść tak, jak do amerykańskiego Krateru Barringera, wykąpać się w rosyjskim Bajkale, popłynąć statkiem wzdłuż norweskich fiordów, wspiąć się na szwajcarski Matterhorn, zamieszkać z mnichami w greckim masywie Meteora czy zejść do chińskich jaskiń w pobliżu Guilin. Niektóre z tych cudów są tak kruche i wyjątkowe, jak system jaskiń w Carlsbad Caverns w USA, że zadecydowano o wyłączeniu ich z ruchu turystycznego. Można tego typu miejsca podziwiać tylko miedzy innymi w takich albumach jak ten:

 

 

Piękna w treści i wyglądzie, mądra, ekscytująca i inspirująca do wypraw książka, dostarczająca nie tylko podstawowej wiedzy o najpiękniejszych miejscach naszej planety, ale rozbudzająca również emocje zachwytu, przyjemności obcowania i kontemplowania piękna, dostarczając przede wszystkim wrażeń estetycznych.
Dlaczego zatem moja zaprzyjaźniona młodzież nie dostrzegła tego wszystkiego, co ja i podsumowała ją mianem głupiej?
Przyczyna nie leży ani w książce, co udowodniłam, ani w młodzieży, która użyła wobec niej skrótu myślowego, ale w świadomości, a raczej jego braku, nauczyciela , który ją wybrał i wręczył, że tego typu albumy nie zachwycą młodzieży. Nie ten czas rozwoju człowieka, w którym młodzież siada nad albumem i medytuje, kontempluje, zachwyca się. Młodzież się dzieje, wspina na te szczyty, pływa w tej wodzie i schodzi do tych jaskiń, zbierając doświadczenia. Medytacje i kontemplacje przychodzą z czasem, z bagażem doświadczeń i wiedzy. W okresie dorastania ten efekt można osiągnąć tylko poprzez intensywne wychowanie estetyczne, które w polskich szkołach istnieje wyłącznie na papierze. Wręczenie albumu nastolatkowi w tym kontekście jest groteską.
Jakiś czas temu czytałam artykuł Jacka Dukaja 10 sposobów na zgnojenie książki oraz Wojciecha Orlińskiego Nauczyciele, wy zabójcy przyjemności czytania. Mój przykład, który nie jest odosobnionym przypadkiem zaobserwowanym przeze mnie w ciągu ostatnich kilkunastu lat, pokazuje jak skrzywdzić książkę i ucznia za jednym zamachem. Jednym nieprzemyślanym działaniem, które obnaża zupełny brak wiedzy nauczyciela na temat rozwoju czytelniczego dzieci i młodzieży jako jednego z elementów procesu dydaktyczno-wychowawczego. W największe osłupienie z nagród książkowych wręczanych przez nauczycieli wprowadził mnie słownik polsko-niemiecki niepodający przy rzeczownikach rodzajników, a największą trwogą wręczenie siedemnastolatce Jedenastu minut Paulo Coelho. Dziewczyna była wprawdzie wniebowzięta, ale lepiej byłoby, żeby książkę o prostytutce z krzyczącym tytułem czasu, jaki musi upłynąć, by mężczyzna osiągnął satysfakcje seksualną, kupiła jej koleżanka na urodziny lub bezpruderyjna ciocia, niż przedstawiciel instytucji reprezentującej i stojącej na straży uznanych wartości moralnych. Sprawdziłam czy nauczyciel wiedział, jaką książkę podarował uczennicy – nie wiedział, nie czytał, pani w księgarni powiedziała, że dobrze „schodzi z półki”. Tylko fakt, że 56% społeczeństwa nie czyta, a jeszcze więcej nie zagląda do treści nagród swoich pociech, chroni nauczycieli przed falą krytycznych uwag ze strony rodziców. A tak, od czasu do czasu, wraz z końcem roku szkolnego, pojawi się kolejna informacja w mediach o niezręcznej pomyłce nauczyciela. A to nie pomyłka, ale nagminna praktyka, wskaźnik braku profesjonalizmu i wierzchołek góry lodowej większego problemu.
Zbliża się koniec roku szkolnego na wszystkich szczeblach nauczania. Proszę każdego, kto będzie z racji pełnionej funkcji, miał zaszczyt wyboru książki dla ucznia, nagrody wyjątkowej dla wyjątkowej, młodej osoby, na którą pracowała cały rok lub kilka lat, o chwilę zastanowienia się nad decyzją, co i komu podaruje. Zapytajcie wprost o marzenia książkowe ucznia lub poproście profesjonalistę – szkolnego bibliotekarza, który od tego między innymi jest. Postarajcie się w tym ferworze natłoku spraw i zajęć, jaki niesie koniec roku szkolnego, aby wasz uczeń nie wrócił z naburmuszoną miną i określeniem „głupia książka”, która spocznie w szarej strefie książek zbierających kurz. Nie życzę nikomu takiego żałosnego i bolesnego widoku.
Żadne z nich na to nie zasługuje.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Podróżnicze

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *