Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Cmentarz w Pradze – Umberto Eco

21 marca 2019

Cmentarz w Pradze – Umberto Eco
Przełożył Krzysztof Żaboklicki
Oficyna Literacka Noir sur Blanc , 2011 , 502 strony
Literatura włoska

Był taki sam dzień, jak dzisiaj, ale dwa stulecia wcześniej. Pewien szary, marcowy poranek roku 1897, kiedy mój przewodnik Narrator, jak sam siebie nazywał, poprowadził mnie krętymi uliczkami podejrzanej dzielnicy Paryża, pełnej cuchnących zaułków i oszpeconych bulwarów, usianej burdelami udającymi piwiarnie, obrzydliwymi hotelikami zarządzanymi jeszcze bardziej obrzydliwą chciwością ich właścicieli, budynkami o mrocznej przeszłości, pośród których można było poczuć smród zarobaczonej rzeczki wpadającej do Sekwany, bym mogła dotrzeć do pewnego tajemniczego miejsca. Na pierwszy rzut oka sklepiku handlarza starzyzną, ale po wejściu do środka, nic nie wskazywało na taką właśnie profesję właściciela tego osobliwego pomieszczenia oraz mieszkania znajdującego się nad nim. Jeszcze więcej tajemnic krył w sobie znaleziony tam dziennik, nad którym pochyliliśmy się wspólnie z Narratorem, prowadzony przez niejakiego kapitana Simoniniego. Włocha z urodzenia i Francuza trochę z przymusu, a trochę z wyboru, absolwenta prawa, notariusza parającego się perfekcyjnym fałszowaniem dokumentów tych istniejących i tych, które mogłyby zaistnieć oraz handlem poświęconymi hostiami. Sześćdziesięciosiedmioletniego mężczyzny, któremu ciało rozgrzewało dobre jedzenie, a duszę nienawiść do kobiet, Żydów, masonów, wszystkich nacji łącznie z Francuzami i Włochami, Jezuitów, protestantów i wielu, wielu innych ludzi i instytucji, co podsunęło mi podejrzenie, że również samego siebie, gdyby nie to jedno, przewrotne zdanie – Za sobą samym szczególnie nie przepadał, ale do innych żywił niechęć tak wielką, że siebie samego jakoś znosił. I tenże główny bohater powieści, zaniepokojony odkrytymi u siebie oznakami niebezpiecznej amnezji, 24 marca 1897 roku postanowił pisać dziennik za radą niejakiego doktora Froïda, mając nadzieję na przypomnienie sobie czasu minionego, nazwisk, które nic mu obecnie nie mówią, osób których nie poznaje i ,co odkrył z czasem, dlaczego w jego dzienniku pojawiają się wpisy niejakiego Dalla Piccola, odgrywającego rolę jego sumienia i alter ego i nadającemu mu chwilami postać przemiennego dwugłosu amnezyjnych euforii i dysforycznych nawrotów pamięci. Wpisując datę jemu teraźniejszą, zaczął od lat dziecięcych, budując od nowa, zdanie po zdaniu, własną przeszłość, szukając w niej przyczyn utraconej zdolności przypominania sobie. A wyłaniający się powoli życiorys prowadzącego dziennik, któremu Narrator oddawał prowadzenie fabuły opowieści, ale zachowując sobie możliwość sporadycznej ingerencji w najbardziej skomplikowanych jej momentach, kiedy bohater tracił poczucie zmysłów i zdolność narracji, porażał swoim prawdopodobieństwem, uniwersalnością, aktualnością i prostotą mechanizmu obnażającego ludzką głupotę, naiwność, gotowość wiary we wszystko, co podsuną inni i bezkrytycznego powielania nabywanej wiedzy. Procesu funkcjonującego z powodzeniem do dnia dzisiejszego.
Autor stworzył standardowy szablon mechanizmu Uniwersalnej Formuły Spisku, wykorzystując do tego fikcyjną postać bohatera opętanego nienawiścią wpojoną mu przez dziadka i utrwaloną przez uwarunkowania kulturowe oraz normy społeczne, a także fakty i postacie historyczne, tworząc literacki obraz ciągu wydarzeń, które w ostateczności wydarzyły się naprawdę. Pokusił się zobrazować to na przykładzie antysemityzmu, szkicując swój własny scenariusz powstania Protokołów mędrców Syjonu, który w powieści nazywał Protokołami z zebrania rabinów na cmentarzu w Pradze. I ta część opowieści pochłonęła mnie i mój umysł, jak gra w skojarzenia, dzięki wiedzy zdobytej we wcześniej czytanej przeze mnie Historii antysemityzmu Françoisa de Fontette’a. Mogłam docenić obszerność wiedzy autora, kunszt budowania obrazu nienawiści do Żydów, tworzony z dużą dozą subtelnej ironii podkreślającej zastój moralny ludzkości, dodatkowo skontrastowany z rozwojem myśli i nauki XIX wieku oraz duchem postępu delikatnie szkicowanego tła epoki, z takimi reklamami:

 

 

Dziejów nienawiści tak skutecznie pielęgnowanej i podsycanej, która w efekcie doprowadziła do powstania Mein Kampf Hitlera i projektu ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej. Natomiast hermetycznymi dla mnie wątkami była mało znana mi historia Francji i jeszcze mniej Włoch, bym mogła w tej samej mierze docenić wirtuozerię autora w tych warstwach opowieści, które zresztą uważałam za zbyt obszernie rozbudowane, jeśli nie zbędne w ogóle. Autor miał tego świadomość, wkładając w usta jednego z bohaterów te słowa – Nie należy przedstawiać niebezpieczeństwa o tysiącu twarzy. Niebezpieczeństwo powinno mieć jedno oblicze, bo inaczej uwaga czytelnika rozprasza się. Jeśli chcesz oskarżać Żydów, pisz o Żydach, a zostaw w spokoju Irlandczyków, neapolitańskie książęta, piemonckich generałów, polskich patriotów i rosyjskich nihilistów. Za dużo tego dobrego.
Oj, za dużo!
Z tego nadmiaru mogą skorzystać tylko Włosi i Francuzi oraz dobrze znający historię ich krajów. Dla mnie czytelniczki-cudzoziemki te partie tekstu były najzwyczajniej nudne, nieczytelne, nużące, czytane powoli i z ogromnym mozołem. Nagromadzenie faktów historycznych (a autor z historią nie zapoznawał, bo formuła powieści wymagała już ją obowiązkowo posiadać!)i postaci autentycznych, których życiorysów nie znałam (o Taxilu usłyszałam po raz pierwszy!) odbierało mi przyjemność odbioru i nawiązania nici porozumienia z autorem, jaki odczuwałam w wątku żydowskim. Autor i tego miał świadomość, oddając Narratorowi porządkujący, wyjaśniający i wprowadzający ład głos, zwłaszcza w rozdziale Dwanaście należycie wykorzystanych lat. Czułam tę opiekuńczą rękę autora, który próbował ułatwić mi odbiór swojej powieści, chociażby w postaci objaśniających zdań niczym porozumiewawcze mrugnięcie okiem, jako komentarz do tekstu, którego nie można było brać za prawdę albo umieszczonej na końcu książki tabelki, pomagającej zrozumieć różnicę między intrygą i fabułą, umieszczonych w dwóch różnych okresach czasowych:

 

 

Czy stworzenie przerywników pomagających przebrnąć przez mniej strawne (dla mnie!) partie tekstu. Nie bez powodu użyłam języka kuchni, ponieważ dokładnie jedzenie miałam na myśli. Simonini uwielbiał, wręcz kochał (jedyna miłość w jego życiu) kuchnię, a jedzenie stawiał wyżej ponad obcowanie z kobietą. Mnóstwo więc w tekście opisów jadłodajni, restauracji, knajp i barów ze stołami zastawionymi brzanami w sosie hollandaise, gorąco-zimnymi filetami z młodego królika w galaretce, truflami w szampanie, ryżem z rondla à la Toulouse, puddingami morelowymi à la venitienne i koszami świeżych owoców, nad którymi unosił się nieodłączny zapach czosnku, jagód jałowca, listków laurowych, bazylii, rozmarynu i przypraw korzennych, po których buszowałam w lodówce. Dla potrafiących gotować, były nawet podane przepisy na dania o apetycznie brzmiących nazwach. A całość tekstu ilustrował licznymi rysunkami takimi, jak ten:

 

 

Ale akurat w tym zakresie, pomocy w odbiorze powieści nie potrzebowałam. Moim słabym punktem, którego nie była w stanie zniwelować nawet największa przychylność autora, był brak wiedzy z historii politycznej Włoch i Francji. Na podstawie tych wątków mogłam budować sobie uniwersalny szablon mechanizmów spiskowych, używając języka prawników – poszlakowo, mając jednocześnie świadomość, że tracę wszystko to, czego z przyjemnością doświadczałam w wątku żydowskim.
To świetnie skonstruowana opowieść o uniwersalnym mechanizmie powstawania spisku, który można obecnie przyłożyć do korporacji bankowych, frakcji politycznych, lobby przemysłowych i wielu, wielu innych grup mających jakąkolwiek władzę. Autor wręcz mówi – Oto więc forma dająca wypełnić treścią według uznania, dla każdego jego spisek. Ale to także opowieść o nienawiści, która swoje źródło bierze ze źle pojmowanego patriotyzmu i narodowej tożsamości. Nienawiści wobec tych, którzy są inni. (…) Potrzeba zawsze kogoś, kogo się nienawidzi, aby dzięki temu uzasadnić swą własną nędzę moralną. Simonini nadal krąży niezmordowanie wśród ludzi, a efekty jego pracy widać wokół.
Wystarczy się rozejrzeć.

 

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

 

Cmentarz w Pradze [Umberto Eco]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

 

 

To właśnie takie fragmenty tekstu wywoływały na mojej twarzy rozbawienie.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść filozoficzna

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *