Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Ciemnorodni – Alison Sinclair

21 marca 2019

Ciemnorodni – Alison Sinclair
Przełożyła Katarzyna Ciarcińska
Wydawnictwo Bellona , 2013 , 367 stron
Trylogia Ciemnorodni , tom 1
Literatura kanadyjska

Zupełnie nie wiem, dlaczego byłam przekonana (może to sprawiła grafika okładki?), że decydując się na wybór tej pozycji, będę miała do czynienia z początkiem kolejnej trylogii dla młodzieży z gatunku paranormal. To ostatnie jest, owszem, ale bez ograniczeń wiekowych i określonej, czytelniczej grupy docelowej. Dla każdego więc, kto lubi fantasy z klimatem magii w alternatywnych światach.
Ten, wykreowany przez autorkę, bardzo mi się spodobał, pomimo że w pierwszej części poznałam zaledwie jego wycinek. Ten należący do Ciemnorodnych, żyjących w zupełnym mroku. Ciemności były ich naturalnym środowiskiem egzystencji, ale nie miejscem magii. Wręcz przeciwnie. Oficjalnie zaprzeczali jej istnieniu, zakazywali jej, zwalczali ją, a osoby parające się nią – poddawali ostracyzmowi. Wśród warstwy arystokratycznej uchodziła za temat tabu, bo Ciemnorodni stawiali na technikę, rozum, racjonalizm i naukę, uznając zdolności paranormalne za skazę i dyskwalifikującą w oczach innych wadę. Ci, którzy je posiadali, żyli na uboczu społeczeństwa.
W takim właśnie świecie i, o zgrozo, w najwyższych kręgach elit książęcych, musiała odnaleźć swoje miejsce i ukryć się jedna z głównych bohaterek powieści – Telmaine. Obdarzona zdolnością odczytywania myśli innych i darem uzdrawiania, wyparła ze swojej świadomości to, czym obdarzyła ją natura.
Do czasu.
Dramatyczne okoliczności rozpoczynające pierwszy tom trylogii, które spotkały jej męża – Balthasara, wywołały lawinę niekontrolowanych wydarzeń, mających nie tylko wpływ na przebudzenie się i rozwój jej zakazanych zdolności, na bezpieczeństwo jej sekretu i rodziny, ale i na stan serca poruszonego przez poznanego mężczyznę – Ishmaela. Outsidera, samotnika, Łowcy Cienia, skażonego przez Zew, niekryjącego się ze swoimi paranormalnymi zdolnościami, wtajemniczającego ją w świat magii i rzeczywistości równoległych – Światłorodnych i Cieniorodnych. Tych, którzy będą bohaterami następnych tomów trylogii.
Tym czasem w pierwszym tomie autorka całą uwagę poświeciła Ciemnorodnym. Ich zasadom, obyczajom, zwyczajom i życiu bez zmysłu wzroku zastępowanego przez son i czynność sonowania, które poznawałam przy okazji głównego wątku sensacyjnego, a w którym bohaterowie walczyli o życie swoich najbliższych i własne. Miałam wrażenie poruszania się po omacku, badania otoczenia dłońmi, stale spowijającej mnie ciemności, postrzegania otoczenia poprzez zarysowania kształtów przez pogłos odbitego dźwięku i narastającą ciekawość rzeczywistości ludzi żyjących tylko za dnia, dla których mrok był zabójczy oraz jeszcze bardziej tajemniczych istot zamieszkujących Rubieże, o których wiedziałam najmniej.
Niestety, za ciekawie wykreowanym światem trzech społeczności i wyraziście zarysowanymi osobowościami bohaterów, lekko nie nadążał warsztat literacki autorki. Zaznaczam, że tylko lekko, bo były tylko trzy rzeczy, wobec których miałam wrażenie, że są niedopracowane. Pierwszą był zbyt szybko, skokowo i bez napięcia emocjonalnego, zbudowany wątek romantyczny. Dla mnie przez to niewiarygodny i nieprzyciągający w zamierzeniu mojej uwagi. Drugą rzeczą były nagminne powtórzenia relacji z wydarzeń przeszłych każdej, kolejnej, pojawiającej się, niewtajemniczonej w akcję, osobie, które zaczęły przypominać mi schemat bajki rosyjskiej o babci, dziadku i wyciąganej z ziemi rzepce. Pod koniec książki zaczęłam przewracać oczami (mam nadzieję, że mi to nie zostanie!?) na kolejną „świeżą” relację. Nie wiem, po co to robiła autorka? Być może chciała ułatwić mi śledzenie akcji, abym się przypadkiem w niej nie pogubiła, a skutek był taki, że tymi cofnięciami w czasie spowalniała tempo wydarzeń. Dookoła się działo, a ja siedziałam i słuchałam po raz dwieście trzydziesty siódmy, co wydarzyło się wcześniej i jak doszło do tego, że właśnie siedzę i słucham opowieści w tym jej punkcie! Pocieszało mnie tylko to, że forma relacji była zróżnicowana – od opowieści na ucho, poprzez list, na telepatii skończywszy. Zawsze to coś! I ostatnia rzecz mnie irytująca. Rozbrajające „miliony” pytań, często kończące rozmyślania bohaterów po ważnym zdarzeniu czy akcji. Bardziej kojarzyły mi się z blurbami mającymi wzbudzić ciekawość potencjalnego czytelnika niż z opowiadaniem historii, w której taka forma zaciekawiania to trochę droga na skróty do kierowania moją wymagającą uwagą.
Ale pomimo tych niedociągnięć, tajemniczy świat Ciemnorodnych, Świałorodnych i Cieniorodnych pochłonął mnie na tyle, że jestem ciekawa kolejnych odsłon trylogii.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Fantastyka

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *