Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Ciemniejsza strona Greya – E. L. James

21 marca 2019

Ciemniejsza strona Greya – E. L. James
Przełożyła Monika Wiśniewska
Wydawnictwo Sonia Draga , 2012 , 626 stron
Trylogia Pięćdziesiąt Odcieni , tom 2
Literatura angielska

Ogromne pokłady heroizmu czytelniczego wywołuje we mnie ta trylogia. Przynajmniej od drugiego tomu. Raz, bo w ogóle ją czytam pod oficjalny prąd czytelniczy. Nieoficjalnie z nurtem i to rwącym. Dwa, bo dostrzegłszy w pierwszej części wartości wychowawcze w edukacji seksualnej dziewczyn i młodych kobiet, nie przypuszczałam, że część druga mnie zmęczy monotonią. Trzy, bo zakończenie części pierwszej nawet mnie wzruszyło, a do łez było tyci i ciut, a menisk wypukły przelałby się jak nic. Cztery, bo moja zaprzyjaźniona studentka zaszantażowała mnie – albo ona, albo Grey! Wszystkie powyższe czynniki zewnętrzne. Piąty dołożyłam sobie sama, pakując się między parę bohaterów na piąte koło u wozu albo dziurę w moście. Czasami miałam wrażenie, że im troszkę przeszkadzam. A wszystko przez seks waniliowy uprawiany przez Christiana i Anę na powitanie po rozstaniu, który trwał i trwał, i trwał, przybierając stan permanentny przez większość powieści, a którego końca nie było widać. Ciekawiej zrobiło się pod koniec, kiedy szał ciał minął (ale tylko lekko) i przyszła im ochota urozmaicić doznania. A dokładniej Ana zrobiła tak duże postępy w rozwoju seksualnym, w którym poznała swoje ciało, granice bezwzględne, granice względne, swoją tolerancję, cierpliwość, współczucie i zdolność do kochania, że słodki seks waniliowy już jej się przejadł tak samo, jak mi i zapragnęła czegoś z mrocznej strony sadyzmu seksualnego. I chyba o tej końcówce książki (nie wiem jeszcze, co jest w części trzeciej) pisali z entuzjazmem zagraniczni czytelnicy, wypróbowujący podsuwane pomysły z zabawkami erotycznymi do nowych doznań. Ale do tego momentu musiałam cierpliwie wysłuchiwać zakochanej Any trajkoczącej o pożyciu seksualnym z idealnym kochankiem (była tego pewna, chociaż nie miała żadnego porównania!) na miarę bohatera romantycznego – silny, tajemniczy samotnik – jest także kruchy, wyobcowany i pełen nienawiści do siebie samego. Na mój gust taki, od którego już należałoby uciekać, bo nie ma nic gorszego, jak pokręceni romantycy! Wiem, co mówię, bo do nich należę. Na dodatek widziała w nim jeszcze widok biblijny, jak z barokowego obrazu przedstawiającego scenę ze Starego Testamentu. I pomyśleć, jakie skojarzenia może wywołać jego nagość i ręcznik na głowie u niej! Ale to nie koniec! W swoich daleko posuniętych skojarzeniach biblijnych, zwykłe słuchanie sprzedawcy czyniło go zelotą, dla którego bezpieczeństwo Any było religią! Moja mina w tym momencie zapewne była bezcenna, bo poczułam się taka uboga w skojarzenia.
Dziewczyna była ewidentnie zakochana!
A ja robiłam za jej krytyczną podświadomość, bo o ile jej libido panoszyło się w najlepsze, to zdrowy rozsądek poszedł spać. To dlatego byłam bardzo wyrozumiała dla jej stanu. Rozumiałam, że Ana „oślepła” po powrocie do swojego mężczyzny, którego kochała – według jej wersji. Przeżywała stan oczarowania – według mnie. Różnica, ujmując ją metaforycznie, polegała mniej więcej na tym, że ja widziałam brązową gałązkę, a Ana, skrzący się świetlnymi refleksami, szron pokrywający tę gałązkę. Czekałam tylko, kiedy lód się stopi i obnaży prawdziwy widok, ale na to, niestety, nie zanosiło się, bo podświadomość, która tak intensywnie polemizowała z libido w części pierwszej, tutaj pojawiała się sporadycznie, ostrzegając – W końcu znudzi mu się to całe waniliowe badziewie… będziesz musiała pójść na kompromis. Ale i te sporadyczne działania z góry były skazane na niepowodzenie jej pacyfikującą odpowiedzią – W nosie mam problemy. I co takiej można zrobić? Nic! Do tego jeszcze doszło przekonanie, że jest osobą, dla której Christian wyjdzie z mroku, demony traumy z dzieciństwa go porzucą, a on sam przejdzie na jasną stronę życia. Nawet w tym celu oboje konsultowali się z psychoterapeutą. To nic, że Christian cierpiał na haptofobię, parasomnię, sadyzm seksualny, obsesję na punkcie sprawowania kontroli, zaborczość, zazdrość, nadopiekuńczość, przyznając – Malutka, przerobiłem dosłownie wszystko. Kognitywność, Freuda, funkcjonalizm, Gestalt, behawioryzm… Wymień jakąś nazwę, a na pewno tego próbowałem…
To wszystko NIC!
Patrzyłam na ten stan sceptycznie, nawet wtedy, gdy wątki sensacyjno-kryminalne sprawiły, że wersja Any miała szansę spełnienia się. Bardziej wierzyłam Christianowi, który mówił wprost – Jestem jak leczący się alkoholik, okej?
Tym ironicznym opisem, trochę jestem nielojalna wobec Any, która mi zaufała i opowiedziała dokładnie o swoich przeżyciach, no ale ileż można słuchać w kółko to samo, o tym samym i na ten sam temat? I chyba tak właśnie reagują osoby stojące z boku osoby zakochanej. A jeśli tak, to znaczy, że autorce udało się dokładnie odtworzyć ten stan w tej powieści. Bo dokładnie tak wygląda zauroczenie i związane z nim wahania emocjonalne i dokładnie tak można się irytować, jako odbiorca w roli przyjaciółki lub osoby niezaangażowanej. Podtrzymała też przekonanie, że życie seksualne i jego granice zależą od zaangażowanych w niego kochanków, burząc dotychczasowe wyobrażenia i uprzedzenia na temat sadyzmu seksualnego.
A mnie przybył kolejny gadżet (po zapinkach) greyomanii w postaci zakładki do książki:

 

Najciekawszy jest tekst na samym jej dole.

 

Z tymi bibliotekami to nie lekka przesada? Muszę zapytać o to panie bibliotekarki w moich trzech wypożyczalniach.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Ciemniejsza strona Greya [E L james]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Powieść erotyczna

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *