Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

Błąd Darwina – Jerry Fodor , Massimo Piattelli-Palmarini

21 marca 2019

Błąd Darwina – Jerry Fodor , Massimo Piattelli-Palmarini
Przełożył Marcin Gokiel
Wydawnictwo Naukowe PWN , 2018 , 298 strony
Seria Myśleć
Literatura  amerykańska
  

   Proponujemy więc czytelnikom i czytelniczkom, by gdy kolejny raz usłyszą, że prawdziwość adaptacjonizmu wynika wprost ze „światopoglądu naukowego”, ugryźli interlokutora bądź interlokutorkę w kostkę. – radzą autorzy.

   „Świetna” rada wydawałoby się na początku zanim poznałam ich subtelne poczucie humoru, wyrosła na jeszcze świetniejszej  argumentacji (tu już na poważnie), że teoria ewolucji – według nich – jest błędna! Te zarzuty tym razem nie pojawiły się w obozie kreacjonistów. To byłoby niczym nowym. „Zdrada” nastąpiła we własnym obozie. Wśród ateistów broniących teorii Karola Darwina. Naukowca, który stoczył niemałą bitwę, a nawet wojnę ze współczesnymi sobie badaczami o swoje poglądy, którą opisał  Irving Stone w Opowieści o Darwinie. A kiedy środowisko naukowe wreszcie zaakceptowało i przyjęło je, to tak bardzo się zasiedziały w niezmienionej formie, że zaczęły przeszkadzać w rozwoju nauki. Ba! Wręcz szkodzić! Tak utrzymują autorzy, rozpoczynając swoją publikację deklaracją – To nie jest książka o Bogu, inteligentnym projekcie ani o kreacjonizmie. Obaj trzymamy się od tych spraw z daleka i uznaliśmy, że warto z góry zadbać w tej kwestii o jasność. Określili się przy tym światopoglądowo – Obaj uważamy się za zdecydowanych, zadeklarowanych, zarejestrowanych, sprawdzonych i bezkompromisowych ateistów. Pierwszy – filozof i psycholog poznawczy, a drugi – kognitywistyk,  w swojej publikacji śmiało stawiają kilka wywrotowych tez dla ewolucjonistów i neodarwinistów, z których podstawowym i głównym tej pracy jest twierdzenie, że w teorii doboru naturalnego tkwi błąd. Niezauważalny powszechnie, ponieważ w ogólnym rozgardiaszu i specjalizacji naukowej trudno dostrzegalny. Również dlatego, że, aby go zrozumieć, trzeba odnieść się, a nawet przenieść się w rozważaniach, na grunt innych dziedzin, niekoniecznie pokrewnym biologii, a potem również rozumowanie na grunt filozofii. To wyprowadzenie rozumowania odwrotnego w darwinizmie i pomieszanie w nim twierdzeń doprowadziło do niepoprawności. Autorzy postanowili dokładnie to przeanalizować i przedstawić w sposób logiczny i jasny tak, by czytelnik zrozumiał, na czym polegał błąd przede wszystkim w teorii doboru naturalnego, a dokładniej w błędnym ujęciu jego mechanizmu przyczynowego, które uczyniło – według autorów – teorię doboru naturalnego Karola Darwina… pustą! Nie będę przytaczała tego pasjonującego, drobiazgowego i rzeczowego ciągu dowodowego wraz z jego odkrywczymi, innowacyjnymi i rewolucyjnymi wnioskami. Pozostawiam tę przyjemność śledzenia i zaskoczeń argumentów przemawiających za tezą autorów, czytelnikom. Fascynująca była dla mnie również sama walka na argumenty naukowców z różnych dziedzin, w której zaciętość niczym nie ustępowała tej sprzed wieków z udziałem Karol a Darwina. Tym razem współcześni bronili status quo teorii ewolucji. Ich wypowiedzi i kontrargumenty autorzy umieścili na końcu książki, a ich lektura pozwoliła mi na przyjemne zanurzenie się w atmosferę „burzy mózgów” zarówno przeciwników, jak i zwolenników argumentów autorów. Badaczy bardzo otwartych w swoich poglądach, kładących nacisk przede wszystkim na rozwój nauki, na prawo do poddawania w wątpliwość i pod dyskusję każdego zauważonego problemu, na prawdę naukową, której, według Bernarda Stieglera, w środowisku akademickim jest coraz mniej, o czym alarmował we Wstrząsach. Autorzy mieli świadomość, z jakimi siłami opozycji przyjdzie się im zmierzyć, pisząc – Otóż nasi koledzy niejednokrotnie przekonywali nas, że nawet jeśli Darwin popełnił zasadniczy błąd, uznając dobór naturalny za główny mechanizm ewolucji, to nie powinno się o tym mówić, a już na pewno nie publicznie. Podejmowanie tego rodzaju działań jest równoznaczne – nawet jeśli nie to było ich celem – z dołączeniem do Sił Ciemności, które zmierzają do obalenia autorytetu nauki. Nic dziwnego, że książkę wydaną po raz pierwszy w USA w 2010 roku przyjęto bardzo źle.

   Samo opracowanie nie jest lekkie w odbiorze.

   Wymaga skupienia (to nie jest pozycja do czytania w autobusie) i znajomości podstaw biologii, filozofii i logiki oraz języka naukowego tych dziedzin. Zwłaszcza że autorzy, aranżując interdyscyplinarną dyskusję, zaglądają również do nauk wspierających ich argumenty takich, jak: fizyka, chemia, matematyka, semantyka czy  psychologia w jej behawiorystycznej odsłonie. Opierali się w niej na najnowszych odkryciach empirycznych w badaniach naukowych opublikowanych w ciągu ostatnich pięciu lat w specjalistycznych czasopismach biologicznych, które (słusznie) były prezentowane przez autorów jako innowacyjne. W ten sposób, wbrew pozorom, chcieli pomóc pozbyć się zdeklarowanym darwinistom „ducha w maszynie” (Boga, Matki Natury, Samolubnych Genów, Ducha Świata, swobodnych intencji, fantomowych hodowców i tak dalej, i tym podobnych), którego przemycają w niejawnych odwołaniach do wyjaśnień intencjonalnych, będąc tego zupełnie nieświadomymi. Dla autorów to niedopuszczalne, by biologia ewolucyjna odwoływała się do intencjonalności. Faktycznie – to bardzo nielogiczne!

   Dla mnie to moment, w którym, jako kreacjonistka, miałam najwięcej satysfakcji.

   Autorzy wymiatając argumentami starą teorię, pozostawiali pustkę, której nie potrafili wypełnić lub zastąpić inną. Dochodzili do ściany niewiedzy, przy której rozkładali ręce, tłumacząc bezradność brakiem większej ilości danych, które czekają dopiero na odkrycie. Ujęli ten fakt rozbrajającym stwierdzeniem  – jak to się mówi: potrzebne są dalsze badania. Dokładnie takiej postawy u naukowców oczekuję – odwagi w przyznaniu się do niewiedzy niż brnięcie w teorie zastane, chociaż niekonieczne prawdziwe. Tym samym niczego nowego dla mnie osobiście nie wnieśli. Wręcz przeciwnie – utwierdzili, że każda droga ewolucjonisty prowadzi do intencjonalności, a stwierdzenie, że dobór naturalny działa sam z siebie (dokładnie użyli sformułowania – to coś, co po prostu się dzieje), nie przekonuje mnie, bo pojawia się kolejne pytanie – dlaczego działa i co lub kto za tym stoi? Jak królik z kapelusza, znowu pojawia się pytanie o intencję? Obawiam się, że to stały lejtmotyw darwinistów wyskakujący zawsze na końcu ich dedukcji. Dokładnie do takiego samego wniosku doszłam po lekturze Najwspanialszego widowiska świata Richarda Dawkinsa.

   Czytając literaturę „z obozu wroga”, coraz bardziej ulegam przekonaniu, że nauka, próbując przybliżyć nas do wyjaśnienia tajemnicy przyczyny pojawienie się życia i praw nim rządzących, tak naprawdę próbuje wyjaśnić jego intencję.

   Intencję, której istnienie odrzuca!

   Podziwiam ten hart ducha człowieczego umysłu, tę nadzieję pokładaną w metodach i narzędziach naukowych, to konsekwentne dociekanie w wyjaśnianiu niewiadomego, tę walkę o tożsamość ludzkości, by ostatecznie dowiedzieć się, że skomplikowanie naszego świata na wyjściu jest jeszcze bardziej skomplikowane niż na wejściu.

   I to jest w nauce najpiękniejsze!

   Ta pozycja to potwierdza. Zmusza także do myślenia. Uczy krytyczności. Taka jest idea całej serii o wymownej nazwie – Myśleć, w której skład wchodzi ta pozycja. Na wewnętrznej stronie okładki mogłam zapoznać się z pozostałymi jej tytułami.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Błąd Darwina [Jerry Fodor, Massimo Piattelli-Palmarini]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Popularnonaukowe

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *