Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

A w konopiach strach – Jerzy Vetulani , Maria Mazurek

21 marca 2019

A w konopiach strach – Jerzy Vetulani , Maria Mazurek
Wydawnictwo Naukowe PWN , 2016 , 188 stron
Literatura polska

Maria Konopnicka współczesnej młodzieży jest bardzo dobrze znana!
Niekoniecznie dlatego, że wielką pisarką była, ale dlatego, że dawno temu napisała wierszyk, który w obecnej chwili nabrał rumieńców w oczach naszej młodzieży, świetnie go kojarząc. Niechcący pięknie wpasowuje się w obecną rzeczywistość, a brzmi tak:

Umieszczony, niczym motto tematu, przed wywiadem z profesorem Jerzym Vetulanim prowadzonym przez dziennikarkę Marię Mazurek, w połączeniu z okładkową grafiką, rozbawił mnie.

A przed czym tak uciekają siostrzyczka i brat? – widać na tylnej okładce.

To taka przewrotna i inteligentna metafora nawiązująca do stanu świadomości naszego społeczeństwa na temat marihuany. Profesor nazywa go „marihuanofobią”.
Boimy się wszystkiego, co przypomina, a nawet leży koło narkotyków!
Profilaktycy od narkomanii mogą sobie pogratulować profesjonalizmu i skuteczności kampanii antynarkotykowej, która trwa odkąd sięgam pamięcią czyli mniej więcej do lat 80. ubiegłego wieku, kiedy to widywałam na ulicach Szczecina plakaty zapewniające, że w Polsce narkomanii nie ma. To dobrze! To nawet bardzo dobrze, że boimy się narkotyków i dmuchamy na zimne, ile natura w płucach dała. Tyle że przy okazji generalizujemy, negując wszystko i w całości, nawet te dobre, lecznicze właściwości, które marihuana ma nam do zaoferowania. To tak, jakbyśmy całkowicie zanegowali alkohol i zabronili go używać w jakiejkolwiek dziedzinie życia. Nawet w celach medycznych. Strach pomyśleć, co działoby się!
Strach myśleć, co tracimy, negując całkowicie marihuanę!
Ten strach pojawia się po przeczytaniu tego wywiadu, ale również bezsilność wobec nieświadomości społecznej w połączeniu z paragrafami prawa stojącymi na jej straży. Zwłaszcza w kontekście cierpiących i umierających dzieci.
Ale od czego są książki!
To właśnie jedna z nich, którą autorzy wywiadu postanowili z „marihuanofobią” powalczyć. Dziennikarka do tej trudnej walki wybrała nie byle kogo. Wybitnego psychofarmakologa, który niejedną marihuanę zażył, odważnego w swoich poglądach i niebojącego się do tego przyznać, o przepięknym, lotnym, błyskotliwym umyśle (zamarzyła mi się rozmowa przy kawie z profesoremmm…), bogatym w wiedzę nie tylko specjalistyczną, ale i z innych dziedzin nauki, potrafiący nawiązać do obrazowych, czasami z humorem podanych przykładów z życia i… młodym! Pomimo szacownego wieku metrykalnego profesora, który w przeciekawy, barwny i żywy sposób przede wszystkimi poukładał mi nomenklaturę narkotykową. Haszysz, olej z haszyszu, olej konopny, hemp, cannabis czy THC to bardzo różne pojęcia, różne składowe i różnie oddziaływające na organizm ludzki. I to działanie również omawia w kontekście biochemii (proces), psychologii (uzależnienia), kultury (historia używek), filozofii i religii. Przy okazji uzasadniając swoją obronę postawy piosenkarki Dody, która stwierdziła, że Biblię napisali ludzie „napruci winem i palący jakieś zioła”. Po czym „napisał” w wielkim skrócie Biblię od nowa, wskazując palcem te fragmenty i momenty, które ewidentnie na to wskazywały. Szczególnie w Starym Testamencie jest wiele opowieści, w których – jak można podejrzewać – występują substancje psychotropowe. – dowodził, podając rozdziały.
Ta część wywiadu była przeciekawa, ale chyba nie do przejścia dla chrześcijan.
Miał tego świadomość, zauważając – Jeśli natomiast publicznie zasugeruje się, że przywódcy i prorocy z czasów biblijnych mogli palić zioła, to już się w naszych polskich narkofobicznych głowach nie mieści! I kończy tak, jak Doda – z oskarżeniem o obrażanie uczuć religijnych. Jeśli ten odkłamujący Biblię fragment wzbudzi w czytelniku chęć oskarżenia o herezję, to profesor wytacza kolejne działo dobijające obrażonego, mówiąc – Ludzkość zawsze szukała substancji zmieniających stan świadomości, ponieważ chciała przeniknąć w głąb nieznanego, odkrywać to, czego na co dzień nie widzimy. Ta potrzeba wydaje się wpisana w ludzkie geny. A jeśli współczesny świat i współczesny Kościół o tej potrzebie zapominają, a narkotyki traktują jako wroga numer jeden, to może przypomnijmy na koniec, że papież Leon XIII, twórca przełomowej encykliki Rerum novarum, był wielkim fanem wina Marianiego, mieszaniny wina i kokainy. Twórcę tego XIX-wiecznego red bulla papież odznaczył nawet orderem Pro Ecclesia et Pontifice. Po takim dictum refleksja na temat podłoża powstania encykliki nasuwa się sama. Ale cicho sza!
W takim to rewolucyjnym duchu jest cały wywiad!
Co rozdział, to ostre światło reflektora rozpraszającego mrok i inny kąt patrzenia na marihuanę, jej historię i rolę kulturową oraz gospodarczą w społeczeństwie. Bo konopie to nie tylko leki używane w medycynie odkąd ludzkość pamięta, ale i papier, materiały budowlane, produkty spożywcze i przemysłowe, tkanina oraz kosmetyki na bazie oleju konopnego dla wymagającej i suchej skóry, które można kupić chociażby tutaj – Biokonopia.

Ich reklamę znalazłam na końcu książki.
Czy nie wylewamy od dziesięcioleci dziecka z kąpielą?
Takie pytanie nasuwa się automatycznie po tym wywiadzie. A jeszcze bardziej domaga się ono odpowiedzi po dołączeniu do dotychczasowych rozmówców znanego z mediów doktora Marka Bocheńskiego zwolnionego z Centrum Zdrowia Dziecka za leczenie małych pacjentów marihuaną. To on przedstawił mi argumenty z największą siłę przebicia w uzasadnianiu wykorzystywania marihuany do celów medycznych. Opowiedział, wykorzystując do tego własne doświadczenia z praktyki lekarskiej, czym jest marihuana medyczna i w jaki sposób pomaga chorym. W takiej marihuanie składnik psychotropowy jest zminimalizowany do śladowej ilości (1%!), na rzecz wzrostu składnika leczącego. Na szczęście ustawa legalizująca marihuanę medyczną jest już w drodze, jak zapowiedział poseł na Sejm RP, Liroy.
Czy przekonał mnie natomiast profesor Jerzy Vetulani?
Nie do końca, chociaż na pewno „oświecił”. Mieszkam w mieście, w którym problem uzależnienia od narkotyków jest bardzo duży. Zresztą gdzie nie ma takiego miasta na świecie? Widzę młodzież wyluzowaną i „rozbawioną” marihuaną na co dzień, która swoją miłość do jej psychotropowego składnika wyraziła na ścianie budynku, w centrum miasta.

Odkąd pamiętam, jest tam i jakoś nikt nic z tym nie robi. Może to nieświadomość i brak wiedzy decydentów, a może inercja gospodarzy miasta, a może nie jesteśmy „marihuanofobami”? Nie wiem. Cały czas pamiętam tylko, na co uczulił mnie autorytet i praktyk w uzależnieniach, Marek Kotański, który twierdził, że marihuana to pierwszy krok do narkomanii. Ilu odpuści sobie na tym etapie, a ilu będzie chciało więcej, mocniej, intensywniej? Odpowiedź znajdziemy w statystykach zgonów, przestępstw drogowych i kryminalnych oraz szpitalnych.
Książkę polecam wszystkim szukającym własnego zdania na ten nomen omen palący problem społeczny, bo, cytując profesora, robienie z ludzi, którzy zażywają marihuanę w celach medycznych, kryminalistów i odmawianie jej osobom cierpiącym to po prostu podłość, okrucieństwo.
Dlatego moje TAK dla legalizacji marihuany medycznej i moje NIE dla każdej innej.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

A w konopiach strach [Jerzy  Vetulani, Maria  Mazurek]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Popularnonaukowe

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *