Na ostrzu książki

Czytam i opisuję, co dusza dyktuje

3096 dni – Natascha Kampusch

21 marca 2019

3096 dni – Natascha Kampusch ; współpraca Heike Gronemeier i Corinna Milborn
Przełożył Viktor Grotowicz
Wydawnictwo Sonia Draga , 2011 , 277 stron
Literatura austriacka

Niezwykła dziewczyna o wyjątkowej osobowości! – pomyślałam po przeczytaniu jej wspomnień, a właściwie po przejściu krok w krok jej drogi cierpienia. Nie tylko zwykłego dziennika odtwarzającego początkowo dzień po dniu, a potem rok po roku niewolę w piwnicy porywacza Wolfganga Priklopila i zawierającego, jak sądziłam wcześniej, tylko fakty z tych długich 8 lat uwięzienia. To również psychologiczne studium uwięzionej dziewczynki oderwanej od rodziny, izolowanej od świata zewnętrznego, a potem nastolatki, z dokładnie i drobiazgowo przemyślaną analizą procesów i mechanizmów psychologicznych w zachowaniach zarówno porywacza jak i ofiary, a po uwolnieniu również społeczeństwa. Tak, właśnie społeczeństwa, które nie mogło pogodzić się z profilem ofiary jaki prezentowała Natascha i w którym stopniowo współczucie zaczęło się przemieniać w zawiść i zazdrość – a niekiedy nawet w otwartą nienawiść. Ta dziewczyna, wbrew opinii publicznej i jej oczekiwaniom, pomimo lat znęcania się psychicznego i fizycznego nad nią, wybaczyła swojemu oprawcy. Wybaczyła wszystko, co jej uczynił jeszcze w trakcie niewoli. Nawet po takim dniu, jednym z wielu, zanotowanym w prowadzonym dzienniku:

 

24.08.2005 Brutalne kopniaki kolanem w brzuch i genitalia (chciał mnie zmusić do klęczenia), a także w dolną część kręgosłupa. Uderzenia otwartą dłonią w twarz, brutalny cios pięścią w prawe ucho (granatowy siniak). Potem ciemność bez powietrza i jedzenia.

 

Jak to możliwe?
Natascha to wyjaśnia bardzo dokładnie i logicznie, podpierając się wiedzą psychologiczną. Widziałam w tym co pisała efekty pracy psychoterapeutycznej z psychologami i lekarzami, którzy opiekowali się nią tuż po ucieczce z miejsca przetrzymywania. Zanim napisała książkę o tym, co ją spotkało i czego doświadczyła, najpierw odpowiedziała sobie na pytania, nad którymi zastanawiała się cały czas: dlaczego akurat ją to spotkało, dlaczego nikt jej nie pomógł i dlaczego była w stanie przeżyć ten koszmar? Nie epatuje przy tym cierpieniem, łzami, żalem. Przytacza konkretne fakty, zdarzenia, zachowania, emocje, a potem je analizuje, odpierając zarzuty opinii publicznej pod swoim adresem i coraz bardziej rozczarowanych ludzi, że nie jest uległą, zahukaną, załamaną, nienawidzącą swojego kata ofiarą, którą trzeba pokierować co ma robić dalej. Że ma śmiałość tworzyć własne, samodzielne życie od nowa. Planować przyszłość. Chcieć być złotnikiem, o czym mówi w wywiadzie Czysta dziewczynka. Że nie daje społeczeństwu szansy na tworzenie wyrazistego podziału na dobro i zło, ofiara i kat, na nadanie złu twarzy Wolfganga Priklopila, by go móc potępić i odseparować od siebie, by oczyścić wreszcie własne sumienie, aby nie musieć patrzeć na sporą liczbę mieszkań i przydomowych ogródków, w których przemoc pokazuje swoje kołtuńskie, drobnomieszczańskie oblicze. Społeczeństwo wykorzystuje ofiary spektakularnych przypadków, takich jak mój, aby zrzucić z siebie odpowiedzialność za wiele bezimiennych ofiar codziennych przestępstw, którym nikt nie pomaga – nawet kiedy proszą o pomoc.
Nataschy też nie pomogli, kiedy uciekając poprosiła pierwszych napotkanych mężczyzn o komórkę i zadzwonienie na policję. Usłyszała, że to niemożliwe. A od następnej napotkanej kobiety groteskowe zdania – Co pani robi w moim ogrodzie? Czego pani tutaj chce? Dlaczego przychodzi pani z tym właśnie do mnie? To właśnie tacy ludzie tworzący takie społeczeństwo, stwarza takich ludzi jak Wolfgang Priklopil, Josef Fritzl i wielu, wielu innych. Spokojnych sąsiadów, którzy w swoich domach za żywopłotem, planują własny, chory świat, a potem realizują jego wizję.
Ilu ja mam takich sąsiadów?
O ilu dziewczynach więzionych w piwnicy nigdy się nie dowiem?
W moim egzemplarzu, tuż pod mottem widnieje oryginalny autograf autorki:

 

 

Pisząc „oryginalny” mam na myśli zarówno jego autentyczność jak i wyjątkowość symboliki. Litera N od imienia , będąca jednocześnie połamaną łodygą w kolorze czarnym, symbolizująca bolesną przeszłość, z której wyrastają, mimo wszystko, zielone (nadzieja) listki i różowy (optymizm) kwiat symbolizujące przyszłość. Tak samo precyzyjny w przesłaniu, jak cała książka, która stała się dla autorki jedną z form terapii, zakończonej takim zdaniem: Dopiero teraz , pisząc te ostatnie zdania, mogę zakończyć tę sprawę i powiedzieć z całym przekonaniem jestem wolna.
Bądź dziewczyno wolna i tak niezłomna jak w niewoli, bo społeczeństwo potrafi równie zniewolić jak Priklopil.

 


Na stronie TVN mogłam obejrzeć wywiad Ewy Drzyzgi z Nataschą Kampusch.

Autorka: Maria Akida

Kategorie: Wspomnienia powieść autobiograficzna

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *